Cytat
pasema
Słuchajcie..
Studiuje zaocznie (nie płace za studia) od września nie pracowałam, fakt niby szukałam pracy ale nie za specjalnie, nie starałam się. pracowałam w hotelu na recepcji. ostatnio spadła mi praca sama z nieba, również w hotelu na recepcji. więc ucieszyłam się i poszłam tam. no i właśnie jak to powiedzieć. wcześniej też nie lubiłam tej pracy, ale poszłam tam bo myśle kurde no nie mam i tak roboty , zawsze coś. no ale już po 2 niach poprostu nie mogę wytrzymać... przychodze z rykiem do domu, nie wiem jak wam to powiedziec.. poprostu sie tam dusze! siedze na tej recepcji od 7 rano do 19 ( na nocce od 19 do 7 jeszcze nie byłam) i przez te 12 godzin wiadomo nie za bardzo jest cos do roboty , w ogole wszystko tam jest zagmatwane, jeden wielki nieogar tam sie dzieje, nie podoba mi sie tam strasznie!!! jest to praca bardzo stresujaca dla mnie.
no i nie wiem co zrobic... niby tyle s'szuklam' tej pracy , a mam teraz zrezygnowac?
jestem w wielkiej kropce, ale poprostu nie wiem czy wytrzymam tam dluzej
przepraszam za chaos wypowiedzi ale jestem cala roztrzesiona.
czy warto tkwic w pracy ktora nic nie wnosi do naszego zycia , jest uprzykszeniem i w ktorej czujemy sie 'uwiezieni?'
doskonale Cię rozumiem... jakiś czas temu pracowałam w biurze, 8 godzin praktycznie nic nie robiłam! coś strasznego... nienawidzę nudy, po każdym dniu byłam tak wykończona jakbym pracowała tydzień bez przerwy... i uświadomiłam sobie, że nie warto dla paru groszy się tak męczyć, praca to duża część naszego życia, trzeba ją lubić i mieć z niej satysfakcję, bo w przeciwnym razie niszczy Cię...
gdy kiedyś pracowałaś fizycznie i zarabiałam dosłownie grosze to bardzo lubiłam tą pracę... dynamika, zero nudy, ciągle coś się dzieje... widocznie nie jesteś stworzona do nudnej, bezsensownej, monotonnej pracy, bez szans na rozwój - tak jak ja
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2011-08-04 21:17 przez xanthina.