Cześć dziewczyny.
Mam do Was pytanie odnośnie biegania- za oknem pada, gdy wstaję rano, czy wracam z zajęć jest już zbyt ciemno by wyjść i biegać. Zastanawiam się, czy bieg w miejscu jest chociaż w połowie tak efektywny jak ten standardowy? Zwykłe ćwiczenia nudzą mnie zbyt szybko i nie mam ochoty ich kontynować, a chcę zmniejszyć się o jeden rozmiar. Niestety w grę nie wchodzi jakaś szczególna dieta- od pn do pt mieszkam z babcią, która uważa, że jedzenie jest pełnią szczęścia i nie mogę "jeść jak jakiś dziwak"- mieszkając u niej mam jeść to, co ona podaje ;) (przy czym nauczyła się już, że kolacji nie jem bo wracając o 17 i zjadając obiad, ktorym najadłaby się mała, murzyńska wioska nie potrzebuję do końca dnia już niczego. Teraz, powoli przygotowuje ją do tego, że bedę jadła tylko zupę, a bez ziemniakow i mięsa mogę się obyć ;)).
Czy ktoraś z Was, podobnie jak ja- zaczęła biegać w miejsu i czy dało to pożądany efekt? Chciałabym zacząć tak, jak standardowe bieganie- program 10tyg, ktory przygotowuje do ciągłego biegania przez 30 min i po nim wyjść "na powietrze". Myślicie, że poza lepszą kondycją i wytrwałością będą jakieś miłe efekty?
A, i jeszcze jedno- czy siłownia 2razy w tyg. wystarczy mięśniom, czy to stanowczo zbyt mało by je trochę rozbudować?