Ja urodziłam jak miałam 21 lat pierwszego syna, drugiego 31. Z pierwszym ( nie planowałam, ale brałam pod uwage taka okoliczność) to na luzie, bez stresu i tak go wychowywałam, chodziliśmy razem po drzewach, oblewalismy sie wodą z węża w ogródku, jak zaczynał padac deszcz specjalnie wychodziliśmy boso pochodzić po dworze, pozwalałam mu eksperymentować w ramach zdrowego rozsądku, ale problemem nie był rozmoczony papier toaletowy służący jako tynk w łazience czy tez 'ciasto' samodzielnie zrobone z całych jajej ze skorupkami mąką, solą pieprzem i ustawione na taborecie w kuchni w patelni do 'upieczenia' w środku nocy . Rozrabiał, rozczulał tekstami i wyrósł na pewnego siebie nastolatka, pełnego humoru, empatii i szalonych pomysłów, w które wciąga nawet nauczycieli, mającego swoje zdanie, nie ulegającego wpływom, wiernemu swoim zainteresowaniom i zasadom. A młodszy? Cóż chyba sie postarzałam, był planowany w 100%, wiedziałam jak go wychowywać, doświadczenie-myślałam! A tu guzik. Chucham, dmucham, pilnuje, złoszcze się na siebie, że nie pozwalam na próby i samodzielność, a on? Bierze na szczeście przykład ze starszego brata, a tamten się nie broni :)
Więc z mojego doświadczenia te 'mniej planowane' dzieci, urodzone przez młode matki chyba maja lepiej, a i matki jakby mniej zestresowane są wychowaniem :)