Mam 24 lata, moja partnerka 21. Jesteśmy ze sobą ponad rok, bawimy się różny sposób, ale nie uprawiamy seksu. Ja nawet szczerze mówiąc, nie mam jakiejś wielkiej ochoty, tylko dziewczyna naciska. I co? Jestem od razu podejrzany o to że mam inną kobietę na boku? Czy że coś ze mną nie tak? bo widzicie jest taki głupi stereotyp faceta który po prostu musi co chwilę uprawiać seks, koniec i kropka. Jest to totalna głupota. Ktoś napisał tak:
"jesli mowisz, ze mozna byc w zwiazku i nie czuc potzeby to ja pytam co to za związek , na jakiego rodzaju bliskosci oparty albo inaczej - czyy bylas kiedys w związku?" - a co to, miłość i związek muszą być oparte na seksie? a nie mogą po prostu być oparte na miłości, uczuciu i na wzajemnym wsparciu w życiu? Czytam te posty i czytam, i nie mogę dowierzać w co widzę. Oczywiście moja dziewczyna też uważa że po prostu albo mnie nie podnieca albo mam inną kobietę na boku, a mi po prostu się nie chce uprawiać seksu, pracuję sześć dni w tygodniu, wracam często o 21:30 dopiero z pracy, wolę wtedy obejrzeć jakiś film i się przytulić do dziewczyny niż uprawiać seks itp. Co najwyżej wystarczy mi się z nią trochę pobawić, i mi to na prawdę wystarczy, jestem w pełni zadowolony. Moim zdaniem założycielka nie powinna od razu podejrzewać partnera o zdradę jak to piszą inni użytkownicy itp. Ja czuję że minie kolejny rok w moim związku bez seksu, i się tym wcale nie martwię, nie przejmuję. Po prostu Kocham swoją partnerkę, i to się liczy. Raczej podejrzewam że to ona nie wytrzyma, i mnie zdradzi, i potwierdzi się wtedy to, że wy kobiety nie jesteście wcale dużo lepsze od facetów jeśli chodzi o seks, bez niego nie potraficie wytrzymać wcale więcej niż facet. Taka prawda ;)