Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedź. Jeśli chodzi o tabletki anty, to biorę je kilka lat ale jeszcze 2 lata temu wszystko było ok. Ten problem o którym piszę trwa od kilku miesięcy. W związku z tym myślę też, że to nie jest kwestia mojego charakteru. Owszem, jestem wrażliwa - zawsze byłam, ale popłakałam się pod koniec filmu czy jak widziałam cierpiące w tv dziecko. Ale teraz płaczę nawet teraz gdy to piszę. Nie mam absolutnie powodu, prawda? A jednak te łzy same lecą. I tak jest bardzo często! Poza tym czuję, że nic mnie nie cieszy. Wczoraj dostałam buty o których od dawna marzyłam, nie ucieszyły mnie wcale. Buty jak buty! Są - fajnie, nie będzie- trudno. Takie mam teraz podejście. W dodatku co chwilę jestem chora, wyleczę jedną rzecz, choruję na następną. Afty, opryszczki, jęczmień na oku od miesiąca to u mnie standard od jakiegoś czasu. W przyszłą środę idę na rozmowę o pracę na której bardzo mi zależy, ale czuję że to i tak nie ma sensu. Że i tak się nie uda.. Strasznie się męczę dziewczyny, tak jak któraś napisała "staraj się być twarda"- starałam się, ale to jest silniejsze. Popłaczę się, za chwilę mówię KONIEC. I znów podobna sytuacja, znów łzy. Danossa: może rzeczywiście to tarczyca. Teraz chciałabym zrobić parę badań w związku z tym że ciągle choruję, więc może i to sprawdzę. Dziękuję za rady na prawdę, ale boję się iść do psychologa: myślę, że od razu się popłaczę i ten popatrzy na mnie jak na jakąś idiotkę. Bo przecież nie mam tak najgorzej: jestem względnie zdrowa, mam gdzie spać, co jeść.. nie mam powodów, żeby tak się zachowywać, a jednak się zachowuję. Masakra jakaś!