Z tego co pamiętam to się nazywa Wycieczka do Zoo, czy jakoś tak.
"Instrukcja - Prowadzący mówi „”był piękny słoneczny dzień więc TATO/ w tym momencie OJCOWIE z obydwu grup podrywają się z krzeseł i robią rundkę dookoła swojej drużyny i zajmują swoje miejsce, postanowili zabrać DZIECI / podrywają się do zrobienia rundki synowie z obydwu drużyn: Jacek , Witek i córki Zosie i szybko zajmują swoje miejsca. Pies należy do rodziny dlatego gdy pojawia się słowo RODZINA Pies biegnie również. Gwarantuję, że śmiechu co niemiara, drużyny przepychają się wzajemnie, żeby jak najszybciej zająć swoje miejsca."
Był piękny słoneczny dzień, więc tato postanowił wziąć dzieci ze sobą do zoo, aby mogły zobaczyć słonia.
poszedł więc do mamy żeby obwieścić jej tą wiadomość.
wszystkie dzieci bardzo się ucieszyły, a najbardziej ucieszyła się
zosia. witek powiedział, że zabieramy azora. a azor, jak to azor ucieszył się jak to przystało na psa i radośnie zamerdał ogonem.
jacek i witek bardzo chcieli zobaczyć słonia. dzieci zapiszczły radośnie. rodzice przygotowywali się do wyjazdu, a azor biegał między nogami. pogoda dopisywała, więc zosia postanowiła zabrać azora na spacer jeszcze przed wyjściem do zoo. ale witek ubegł zosię i azor od dawna był już na spacerze.
w końcu późnym popołudniem cała rodzina zapakowała się do trabanta i
ruszyła w kierunku zoo. w zoo stał dumnie słoń.
-rany, jaka wielka trąba!- zakrzyknęły dzieci. natomiast tata, głowa
rodziny opowiedział czym żywi się słoń.
dzieci słuchały z zainteresowaniem, tylko azor, jak to nasz kochany
azor merdał ogonem bardziej zainteresowany motylem niż słoniem.
zwierzęta chyba nie przypadły sobie do gustu.
po wszystkich piskach i wrzaskach radości rodzina pojechała do domu,
i tylko słoń został tam gdzie stał.
taki to był dzień pełen wrażeń dla mamy, taty, witka, jacka, zosi i
azora.
Szczerze polecam... na samą myśl jak sobie przypomnę co się działo, chce mi się śmiać :)