Ostatnio mam dużo wolnego, więc chodzę po lumpeksach. I oto, co zauważyłam.
*W pewnym SH 3 tygodnie temu bluzka, która nie schodziła przez długi, długi czas została wyniesiona na dział "wszystko po 3 złote", a pierwotnie kosztowała bodajże 11 zł.
W czwartek ( dzień nowej dostawy w owym SH) wchodzę, a tu... ta sama bluzeczka wisi w miejscu dla nowych ciuszków, wyceniona za... 14 zł.
Rozumiem, że ludzie myślą, jakby tu zarobić, ale... w końcu, gdy nie schodziła ona za 3 zł, nie ma sensu dawać jej na 14 zł. No, chyba, że szukają głupka, który by ją kupił, nieświadomy niczego. Ten lumpeksik jest mały, możliwe, że nie za wiele dochodów, ale to przegięcie moim zdaniem.
Dwa:
* SH na wagę. W poniedziałek - 45zł/kg, cena stopniowo idzie w dół, aż zostaje sobota - 10zł/kg
Niby cotygodniowo jest "całkowita wymiana towaru", czyli pozbywaja się tego, co nie zeszło przez ten tydzień.
Jednak nie.... jest mnóstwo rzeczy, które się nie sprzedały i wiszą miedzy nową dostawą ( a sprzedawczynie robią ludzi w bambuko, że to przecież NOWA dostawa) , bohaterką będzie kolejna bluzeczka, jaka tkwi już w tym SH prawie miesiąc, i może znaleźć swojego nowego właściciela. Otóż, ponad miesięczna bluzeczka wisi sobie na wieszaczku...
W sobotę nie zeszła za 2 złote.
W poniedziałek zejść może za 10 złotych.
Echm...
Czy u was w mieście lumpeksy są takie cwane?