nie kupuję starych, zarzyganych, śmierdzących moczem, zmechaconych szmat z zaciekami od potu, więc nie widzę problemu w tym, że spora część rzeczy z mojej szafy pochodzi z sh. Gdyby ubrania w sieciówkach były lepszej jakości, a ich ceny odpowiadałyby polskim zarobkom, to pewnie zaglądałabym wyłącznie do popularnych butików. Niestety większość ubrań popularnych firm to zwykłe szmaty, które często rozwalają się po 1 praniu (szlag mnie trafia, jak kupuję zwykły top w H&M, który po wyjęciu z pralki wszystkie szwy na na skos! pewnie wiecie o co chodzi). Nawet jeśli ciuch z sh był już przez kogoś używany, to przynajmniej wiem, że "Przeżył" kontakt z pralką i posłuży mi przez wiele miesięcy/lat. W przypadku rzeczy z sieciówek to istna loteria.
Poza tym skoro coś w sh kosztuje 2zł, to po co mam na to wydawać 20, 50 czy 100zł? Zamiast jednego zwykłego t-shirtu w Zarze wolę sobie kupić dosłownie 20 bluzek w ciucholandzie.
Dodam jeszcze, że w robieniu zakupów w sh nie chodzi wyłącznie o oszczędniość, ale o sukces i osiągnięcie pewnego celu, o świadomość, że udało nam się znaleźć coś fajnego za niewielkie pieniądze