Kieszonkowe od rodziców. Cały czas. Studiuję dziennie. Sprzedaję też na Allegro. Czasami uda mi się załapać na jakieś inwentaryzacje czy inne takie prace, ale jak wiadomo to jednorazowa kasa. Za pieniądze od rodziców muszę "przeżyć" cały miesiąć czyli: jakieś kino, obiad, bułka na uczelni, gazeta, płyta, wyjazd, prezent na urodziny itd. Czasami też za te pieniadze robię małe zakupy do domu, jeżeli czegoś brakuje. Z ubraniami mam tak, że moja mama w większości kupuje mi te "na dłużej", czyli np. spodnie, płaszcz, buty. Akurat jeżeli chodzi o ubrania to jestem tania w utrzymaniu :P, bo w jednej rzeczy jestem w stanie chodzić aż się nie rozsypie (mój stary płaszcz zimowy poszedł w odstawkę po 3 latach tylko dlatego, że zamek się rozwalił ... no a po za tym jest juz na mnie za ciasny :P). W jednych butach chodziłam z 5 lat, dopóki doszczędnie się nie wykoślawiły. Wiem, że może nie są to żadne "wyczyny", ale znam osoby, które w jednych zimowych butach chodzą tylko przez jedną zimę a potem kupują nowe, bo tamte "już są stare". Osobiście nie rozumiem takiego marnowania pieniędzy.
Znam niestety osoby, które siedzą w domu, nic nie robią, studiują zaocznie za pieniądze rodziców (a to że dopiero na koniec semestru się na studiach pojawiają to inna sprawa) i jeszcze praktycznie codziennie chodzą na imprezy. Ja cały czas szukam pracy, ale pojawiają się tylko oferty pracy do której po prostu się nie nadaję - znam swoje możliwości i moją "zdolność" kontaktów z ludźmi :P Mam nadzieję, że po licencjacie uda mi się zahaczyć w miejscu tematycznie związanym z moimi studiami (chociaż jak to zwykłam mawiać, kiedy na moim kierunku pojawia się wyścig szczurów: "I po co im to? I tak wszyscy będziemy bezrobotni!" :P)