Cytat
martischa
ja się zastanawiałam nad znieczuleniem ale po dziś dzień dziękuję Bogu, że się nie zdecydowałam. Miałam świetne porody, szybkie, praktycznie bezbolesne, drugi dzięki ćwiczeniom i masażom uelastyczniającym obyło się bez pęknięcia i nacinania. Za to moja kuzynka miała ZZO i po dziś, mimo że minęło ponad 5 lat czuje drętwienie kończyn, ma często bóle głowy (ponoć od tego, że ruszyła delikatnie głową, a przez 12 godzin po porodzie nie można w ogóle ruszać głową). Jedyny plus to, że nie czuła bólu ale nie umiała współpracować bo nie wiedziała jak. Nie miała jak kontrolować przebiegu porodu. Sama mówi, że wolałaby przez kilka, kilkanaście godzin znosić bóle porodowe niż przez lata borykać się ze skutkami ubocznymi. No ale to nie zawsze się zdarza jednak mimo wszystko trzeba mieć to na względzie.
Ja się nie znam, może są jakieś różne znieczulenia, ale jakoś dziwnie to brzmi - po pierwsze, ja czułam bóle parte, ich z tego co wiem się nie da w 100% znieczulić. Natomiast były słabsze, dzięki czemu właśnie łatwiej było mi się skupić na instrukcjach położnej, a to było bardzo ważne - musiałam przestać przeć po "urodzeniu" główki, położna szybko odpępiła synka i dopiero mogłam przeć dalej (nic wcześniej nie pokazało, że jest owinięty pępowiną). A co do ruszania głową, to ja 2 godziny po porodzie nie dość, że się ruszałam, to poszłam pod prysznic...
Oświećcie mnie dziewczyny, bo ja się nie znam - są różne znieczulenia porodowe? Ja miałam zewnątrzoponowe.