Jaonno, piszesz tak a ja mam wrażenie jakbyś pisała o mnie...
Wstyd pisać tu o prywatnym życiu, intymności, ale czasem trzeba może poczuję się lepiej?!
Przede mną ślub, czas biegnie coraz szybciej a ja zastanawiam się czy chcę być żoną mojego męża....
Już nie jest jak było, nie spacerujemy razem, w łóżku dzieli Nas dziecko, zero wspólnych tematów - no może tylko o motocyklach, bo razem dzielimy tą pasję i ta pasja Nas złączyła...
Już mnie nie przytula, nie całuje, nie mówi że kocha... zadowalać potrafi się sam...
Wydawało mi się, że to się zmieni, że zamieszkamy we własnym domu i będzie jak kiedyś.... mieszkamy we własnym domu od grudnia... i jest jeszcze gorzej... we wszystkim on ma racje.... lada dzień mamy się budować... bo Naszym prezentem przed ślubnym jest 10hektarów.... ziemi... ale co z tego... skoro nie będę mogła postawić domu swoich marzeń nie będę mogła mieć szklanek takich jak chcę, bo on nie pójdzie na kompromis, mamy odmienne zdanie, jemu nie podobają się już rzeczy które mi się podobają....jego nie cieszy to co mnie cieszy... a mnie nie cieszy to co jego cieszy... moze powinnismy zyc bez siebie.... ale ja chyba tak nie umiem, przeciez go kocham... tak mi sie wydaje:(
Ciągle na mnie krzyczy.... ciagle wszystko moja wina... ciagle on ma racje, i ciagle ma byc tak jak on chce.
28.06 mielismy jechac motorami do Amsterdamu... niestety Adę z rana o 6 zlapala grypa jelitowa... i nie moglam jej tak zostawic... oczywiscie lament...nie chcialam aby przezyl ta podroz sam.... powiedzialam ze wyzdrowieje to pojedziemy...przed wczoraj zalapalismy my wszyscy.... oczywiscie znowu obwinia mnie ze cos przeoczylam:( dzis juz jestesmy zdrowe, tzn jeszcze Ada ma mala biegunke;/ co z wyjazdem nie wiem pewnie dopnie swego i pojedzie sam....
smutno...
3majcie sie dziewczyny