Czytam i jestem zdumiona jak my kobiety postrzegamy wszystko jednostronnie. Odchodząć na moment od racji i nie-racji jednej ze stron(podkreślam odchodząć),dlaczego zakładacie wszystkie, że ona-kobieta to ta biedna poszkodowan, a on samiec to ten zły? Faceci też mają prawo być przeciążeni zaistniałą sytuacją , mają prawo, że sytuacja ich przerasta mają prawo szukać w partnerce wsparcia a kiedy go nie widzą czuć się sfrustrowani, mają tez prawo do słabszych dni, a nawet do rzucenia tekstem, którego potem żałują. Nam kobietom się to nagminie zdarza i oni musza z tym żyć. Autorka wątku sama opisała swoje zachowanie wobec partnera jako anormalne dla ich związku,przyznała że była "jak zwłoki", "nie uśmiecham się" itp... Jeśli taka sytuacja trwa długo normalne jest, że partnerowi włącza się alarm "Jezu wszystko na mojej głowie , nie dam rady, a chciałem jeszcze...(miejsce na marzenie) Afera o piwo i o taksówkarza, całym sercem jestem po stronie faceta. I gdybym sama taka facetowi zrobiła to bym się po czasie śmiała z samej siebie. Nauczmy się patrzeć czasem oczami faceta będzie mniej konfliktów. Kod językowy męski interpretuje tą sytuację tak " Wzięłem wolne żeby zająć się dzieckiem, panuje nad sytuacją ona to doceni, super jestem boski napije się piwa bo zasłużyłem po całym dniu z synkiem, który dał mi w kość- koniec przekazu." Tylko my kobiety gmatwamy przekaz dodatkowymi " czy możliwe jest że oczekiwaniem partnera będzie coś co kłóci się z otwarciem tego napoju bogów", domyślamy się przewidujemy, postrzegamy intuicyjnie. A świat jest prosty inie znaczy zły jest poukładany i logiczny " piwo = taksówka" a nie piwo= brak miłości i chęć oddania partnerki w ręce obcego mężczyzny";-) Jeśli któraś Pani nie rozumie mojego maila to ja również "nie chciałabym mieć z nią dziecka"....