Przyznam, że temat sprowokował mnie do tego stopnia, że aż się zarejestrowałem, żeby dorzucić coś od siebie. Mam nadzieję, że nikt mi nie weźmie tego za złe...
> Rozmawiałam też z facetem na temat tego, że mnie to boli, co czuję itd. Kilkakrotnie podczas trwającego rok związku. Kończyło się to
> zawsze moim płaczem, jego poirytowaniem a nawet obrażeniem się na mnie. A ja mówię i powtarzam "Chcesz normalną, szczęśliwą
> kobietę? To zacznij robić coś, dzięki czemu poczuję się kobietą i zmienię sposób myślenia o własnym biuście.". Jak grochem o ścianę.
No więc ja go nawet rozumiem. Co nie znaczy, że Ciebie nie ;). Jeżeli dobrze odebrałem to, co napisałaś, to Twój facet usłyszał cos w rodzaju "Jestem przez Ciebie nieszczęśliwa, zrób coś z tym, nie wiem jak, to Twój problem. I lepiej się pośpiesz." I to jest w zasadzie kwintesencja tego, jak faceta szybko zfrustrować :). To klasyczne niedogadanie, wynikające z prostego faktu, że kobiety i mężczyźni mówią innymi językami. Z tego, co pisałaś, wnioskowałbym, że mu na prawdę Twój biust nie przeszkadza, chociaz to tylko moja opinia, co prawda poparta tym, że też jestem facetem i mam niejakie rozeznanie w tym, co mówimy i dlaczego ;) (najczęściej po prostu bezmyslnie). I chociaż, jak większosć tutaj obecnych chyba, sądzę, że problem leży głównie w Tobie, to jak najbardziej jestem za tym, żeby Twój mężczyzna pomógł Ci sobie z nim poradzić. Po to jest się przecież parą, żeby sobie nawzajem pomagać, nie? Tylko uwaga - to robota dla dwojga, a Ty dałaś mu do zrozumienia, że to przez niego i on ma coś z tym zrobić. W każdym razie ja na jego miejscu tak bym to odebrał i nie czuł bym się z tym dobrze. On pewnie bardzo chciałby Ci jakoś pomóc, ale nie wie jak. Z tego, co pisałaś wynika, że tak na prawdę nawet Ty tego nie wiesz. No więc nie dziwię mu się, że mógł się poczuć potraktowany niesprawiedliwie. Próbował Ci pomóc, jak potrafił, mówił Ci, że przecież masz ten biust. Dalej pomysły mu się skończyły. My, mężczyźni, jesteśmy bardziej technikami niż psychologami. A to jest głębszy problem psychologiczny, który musicie rozgryźć wspólnie. Trochę to pewnie potrwa, moze sie nawet będzie ciągnąć niewiadomo jak długo. I lepiej oswajajcie się obydwoje z tą myślą... Ale przede wszystkim "Don't panic" ;)
Pozdrawiam