Oglądasz forum jako Gość, co nie daje Ci pełnego dostępu do wszystkich opcji i możliwości forum.
Będąc niezarejestrowanym, nie możesz wypowiadać się w dyskusjach. Gorąco zachęcamy do darmowej rejestracji, co umożliwi Ci pisanie postów, zakładanie wątków, zamieszczanie zdjęć oraz dostęp do wielu innych udogodnień.
55 sekund temu
2 minuty temu
5 minut temu
8 minut temu
10 minut temu
wczoraj o 15:44
22.05 o 7:31
25.05 o 12:12
przedwczoraj o 15:06
16.05 o 23:43
To chyba u każdego jest inaczej jestem 11 lat po ślubie od początku mamy osobne konta oboje zarabiamy z mojej wypłaty idą wszystkie rachunki reszta zostaje dla mnie na moje osobiste wydatki mąż daje na życie i wszystkie inne zakupy związane z domem (np. nowa pralka, tv, wydatki na szkołę córki itd itp) i jest OK nikt nie narzeka na wszystko nam starcza każdy ma jakieś pieniądze tylko dla siebie
My z męzem jestesmy dwa lata po ślubie i to ja przejełam od razu pieniadze, ja miałam konta i wpływały pieniadze na moje konto, karta była na Mnie, mój mąz nie ma nic przeciwko, płace rachunki, kupuje jedzenie, trzeba zatankować, zawsze mamy odłożone na butle z gazem bo nigdy nie wiadomo kiedy sie skonczą i zawsze ile nam zostanie to czesc wkładam na konto oszczednościowe a reszta idzie na przyjemnosci i dziecko, pampersy no troche tego jest, cięzko by mi było gdybym miała teraz jechać po pampersy i wyliczać męza żeby mi dał 14 zł na pampersy ;|
My jesteśmy 5 lat po ślubie i mamy wspólne konto. Jak mamy jedno to chociaż widzę ile mamy do wydania. Mąż ma hobby i nie przeszkadza mi, gdy coś kupuje. Za to ja też mogę sobie coś kupić. Ale wiemy o swoich wydatkach bo zawsze konsultuje je z mężem (chociaż czasem udaje mi się coś zataić :)) Ja jestem za wspólnym kontem.
Ja popieram ideę oddzielnych kont. Grunt to zeby propocjonalnie wydawać tyle samo na opłaty i wyżywienie. Wiadomo , ze kobietom nie dają tyle zarobić co męzczyznie więc usiłowanie aby zawsze było równo nie jest w rzeczywistosci sprawiedliwoscia np ona zarobi 1500 a on 5000zł i maja rachunkow 1000zł -jesli chcieliby po równo to ona wydalaby 1/3 swojej wyplaty, a on raczej by specjalnie tego nie odczuł.Dlatego wszystko musi być przemyslane. Nie chciałabym spowiadac sie męzowi z wydatków na przyjemnosci.
Cytat
lena-222
Cytat
nasty_89
Szczerze mówiąc dziwi mnie w ogóle idea jednego konta. Czym osobne konta przeszkadzają we wspólnym gospodarowaniu pieniędzmi? Bo dzielenia wydatków na pół sobie nie wyobrażam.. Mamy XXI wiek, często ma się więcej niż jedno konto. A z drugiej strony, jak nie ufasz dziewczynie, to ma to jakiś sens?
w 100% sie zgadzam !!
Cytat
perseush
Cytat
lena-222
Cytat
nasty_89
Szczerze mówiąc dziwi mnie w ogóle idea jednego konta. Czym osobne konta przeszkadzają we wspólnym gospodarowaniu pieniędzmi? Bo dzielenia wydatków na pół sobie nie wyobrażam.. Mamy XXI wiek, często ma się więcej niż jedno konto. A z drugiej strony, jak nie ufasz dziewczynie, to ma to jakiś sens?
w 100% sie zgadzam !!
Prawdę mówiąc nikomu nie ufam. Doszedłem do wniosku, że zaufanie nie jest czymś co chcę uczynić fundamentami do czegokolwiek. Prawda jest taka, że nie mamy wpływu na to co robi druga osoba ani nie powinniśmy czegokolwiek od tej osoby oczekiwać a zaufanie jest czymś takim, oczekiwaniem, że zachowa się tak czy tak. Jesteśmy razem bo oboje chcemy być razem i zachowujemy się tak bo chcemy a nie, że powinniśmy czy coś. Tak, jestem bardzo nieufny ale w taki właśnie sposób, że mam świadomość, że wszelkie oczekiwanie od drugiej osoby czegokolwiek jest mało inteligentne. Albo chcesz coś robić albo nie chcesz. Jeśli wymagam to wymagam od siebie i sobie ufam bo za siebie jestem odpowiedzialny. Ale druga osoba? Ma wolną wolę, może robić co chce a jeśli ufając jej dowiem się, że zrobiła coś złego to jak się potem będę czuć? NIEFAJNIE. ŹLE. I dlaczego? Właśnie dlatego, że stworzyłem coś tak iluzyjnego jak zaufanie.
A wracając do tematu... tylko bez litości:) Jak wiadomo, chodzi przede wszystkim o dzielenie się kosztami więc można to naprawdę śmiało robić bez wspólnego konta.
Związek to nie dzielenie sie kosztami tylko ponoszenie wspólnych kosztów. Nie wyobrażam sobie gospodarowania i zarządzania domem,planowania remontów wyjazdów dzieci jeśli każdy ma swoje konta swoje wydatki i swoje sprawy....
ja nie rozumiem idei zrzucania się współmałżonków po równo na życie. A jeżeli jedno straci pracę to co? Koniec związku, bo nie ma z czego wyłożyć swojej części? My wszystkie pieniądze odkładamy do wspólnej puli. Robimy opłaty, kupujmy jedzenie, wydajemy na przyjemności. Nie stosujemy podziałów typu - moja kasa na rachunki a męża na życie. Wszystko jest wspólne.
boziuniu, jeszcze się nie ożeniłeś, a już liczysz - współczuję partnerce. To, ze uważasz, ze coś jest zbędne nie znaczy że to rzeczywiście jest zbędne. Mój nie mógł zrozumieć po co kupować tyle talerzy póki nie zaprosiliśmy jego znajomych, nie rozumiał poc o nam wałek do ciasta póki nie zrobiłam pierogów... i tak w nieskończoność. Płacenie za mieszkanie, środki czystości, podstawowe kosmetyki - to powinno isć ze wspólnej kasy.
A swoją drogą - jak możesz myśleć o zawarciu małżeństwa z kimś, komu nie ufasz - zakładasz, ze kobieta będzie egoistycznie wydawać na własne potrzeby? To jest chamskie!!
mamy wspólną kasę, ale nigdy nie wykorzystałam jej w celach egoistycznych. wiesz dlaczego? bo szanuję męża. A ty na wstępie zakładasz, ze twoja kobieta będzie cię oszukiwać... No sorki. Zdecydowanie nie dojrzałeś do małżeństwa. Bez zaufania to jest pic na wodę a nie małżeństwo. Lepiej się zastanów, czy warto dalej marnować czas swojej partnerki.
w takim razie powinieneś być sam do końca życia, bo małżeństwo to wyraz największego zaufania. Nie jesteś w stanie zaufać - nie zawracaj głowy drugiej osobie. Ożeń się z Renią Rączkowską. Ona kasy nie prosiCytat
perseush
Cytat
lena-222
Cytat
nasty_89
Szczerze mówiąc dziwi mnie w ogóle idea jednego konta. Czym osobne konta przeszkadzają we wspólnym gospodarowaniu pieniędzmi? Bo dzielenia wydatków na pół sobie nie wyobrażam.. Mamy XXI wiek, często ma się więcej niż jedno konto. A z drugiej strony, jak nie ufasz dziewczynie, to ma to jakiś sens?
w 100% sie zgadzam !!
Prawdę mówiąc nikomu nie ufam. Doszedłem do wniosku, że zaufanie nie jest czymś co chcę uczynić fundamentami do czegokolwiek. Prawda jest taka, że nie mamy wpływu na to co robi druga osoba ani nie powinniśmy czegokolwiek od tej osoby oczekiwać a zaufanie jest czymś takim, oczekiwaniem, że zachowa się tak czy tak. Jesteśmy razem bo oboje chcemy być razem i zachowujemy się tak bo chcemy a nie, że powinniśmy czy coś. Tak, jestem bardzo nieufny ale w taki właśnie sposób, że mam świadomość, że wszelkie oczekiwanie od drugiej osoby czegokolwiek jest mało inteligentne. Albo chcesz coś robić albo nie chcesz. Jeśli wymagam to wymagam od siebie i sobie ufam bo za siebie jestem odpowiedzialny. Ale druga osoba? Ma wolną wolę, może robić co chce a jeśli ufając jej dowiem się, że zrobiła coś złego to jak się potem będę czuć? NIEFAJNIE. ŹLE. I dlaczego? Właśnie dlatego, że stworzyłem coś tak iluzyjnego jak zaufanie.
A wracając do tematu... tylko bez litości:) Jak wiadomo, chodzi przede wszystkim o dzielenie się kosztami więc można to naprawdę śmiało robić bez wspólnego konta.
jestem 1,5 roku po slubie,
ja w tym momencie nie pracuję i utrzymujemy się z wypłaty męza, ale kiedy pracowałam to wszystkie pieniążki do jednej puli, i co miesiąc rozdzielanie: na rachunki, do "skarpety" zeby coś codłozyć, na hobby i wyjazdy, oraz na zycie, metoda sie sprawdza,
jak jemu coś trzeba kupić - nie ma problemu
jak ja czegoś potrzebuję - tym bardziej, a nawet jestem nakłaniana do zakupu typowo babskich akcesoriów choć wiem, że używam ich raz na ruski rok.
dlatego też czasem to ja stopuję meza przy zakupach, ale też nie ograniczam jego i swoich potrzeb. stopowanie dotyczy raczej zakupów dla mnie, bo maz twierdzi że to lub tamto może mi sie przydać (wg mnie właśnie raz na ruski rok). z resztą on by mi wszystko kupił, łącznie z rakietą. każdy zakup wspólnie ustalamy i nie ma niespodzianek. ale oddzielne konta i pieniądze??? ... trochę nie fajnie
a co gdybyś miał żonę i ona straciła pracę, nie dał byś jej na krem czy waciki?
U mnie jest tak, że mamy osobne konta, ale za wszystko płacimy wspólnie. Tzn. w większosci płaci narzeczony, bo ja mam tylko niecałe 600 zł renty (wcześniej miałam więcej i jeszcze pracowałam). Płacimy rachunki, zostawiamy na życie i jak coś zostanie to zazwyczaj kupujemy coś do domu i każdy dostaje kasę na swoje wydatki, on najcześciej kupuje gry na konsolę, a ja ciuchy. Co sobie kto kupi, jego sprawa. O zakupach spożywczych zazwyczaj decyduję ja, bo ja gotuję, reszta jak mebel czy jakiś sprzet to wspólna decyzja, ale nie ma czegoś takiego, ze robimy zrzutę po połowie, czy coś. Pieniądze są raczej wspólne, choć jak narzeczony ma zachcianki na coś, to nie marudzę, bo w końcu on zarabia więcej. Teraz trochę oszczędzamy, bo za miesiąc ślub.
A konta nie będziemy mieć na razie wspólnego, ale mam pełny wgląd w jego, bo w sumie tylko ja znam hasło do internetowego konta :) Zresztą zwykle na mnie spada płacenie rachunków czy robienie przelewów z jego konta.
Cytat
puchuskubatek
w takim razie powinieneś być sam do końca życia, bo małżeństwo to wyraz największego zaufania. Nie jesteś w stanie zaufać - nie zawracaj głowy drugiej osobie. Ożeń się z Renią Rączkowską. Ona kasy nie prosi
Cytat
puchuskubatek
boziuniu, jeszcze się nie ożeniłeś, a już liczysz - współczuję partnerce. To, ze uważasz, ze coś jest zbędne nie znaczy że to rzeczywiście jest zbędne. Mój nie mógł zrozumieć po co kupować tyle talerzy póki nie zaprosiliśmy jego znajomych, nie rozumiał poc o nam wałek do ciasta póki nie zrobiłam pierogów... i tak w nieskończoność. Płacenie za mieszkanie, środki czystości, podstawowe kosmetyki - to powinno isć ze wspólnej kasy.
A swoją drogą - jak możesz myśleć o zawarciu małżeństwa z kimś, komu nie ufasz - zakładasz, ze kobieta będzie egoistycznie wydawać na własne potrzeby? To jest chamskie!!
mamy wspólną kasę, ale nigdy nie wykorzystałam jej w celach egoistycznych. wiesz dlaczego? bo szanuję męża. A ty na wstępie zakładasz, ze twoja kobieta będzie cię oszukiwać... No sorki. Zdecydowanie nie dojrzałeś do małżeństwa. Bez zaufania to jest pic na wodę a nie małżeństwo. Lepiej się zastanów, czy warto dalej marnować czas swojej partnerki.
w takim razie powinieneś być sam do końca życia, bo małżeństwo to wyraz największego zaufania. Nie jesteś w stanie zaufać - nie zawracaj głowy drugiej osobie. Ożeń się z Renią Rączkowską. Ona kasy nie prosiCytat
perseush
Cytat
lena-222
Cytat
nasty_89
Szczerze mówiąc dziwi mnie w ogóle idea jednego konta. Czym osobne konta przeszkadzają we wspólnym gospodarowaniu pieniędzmi? Bo dzielenia wydatków na pół sobie nie wyobrażam.. Mamy XXI wiek, często ma się więcej niż jedno konto. A z drugiej strony, jak nie ufasz dziewczynie, to ma to jakiś sens?
w 100% sie zgadzam !!
Prawdę mówiąc nikomu nie ufam. Doszedłem do wniosku, że zaufanie nie jest czymś co chcę uczynić fundamentami do czegokolwiek. Prawda jest taka, że nie mamy wpływu na to co robi druga osoba ani nie powinniśmy czegokolwiek od tej osoby oczekiwać a zaufanie jest czymś takim, oczekiwaniem, że zachowa się tak czy tak. Jesteśmy razem bo oboje chcemy być razem i zachowujemy się tak bo chcemy a nie, że powinniśmy czy coś. Tak, jestem bardzo nieufny ale w taki właśnie sposób, że mam świadomość, że wszelkie oczekiwanie od drugiej osoby czegokolwiek jest mało inteligentne. Albo chcesz coś robić albo nie chcesz. Jeśli wymagam to wymagam od siebie i sobie ufam bo za siebie jestem odpowiedzialny. Ale druga osoba? Ma wolną wolę, może robić co chce a jeśli ufając jej dowiem się, że zrobiła coś złego to jak się potem będę czuć? NIEFAJNIE. ŹLE. I dlaczego? Właśnie dlatego, że stworzyłem coś tak iluzyjnego jak zaufanie.
A wracając do tematu... tylko bez litości:) Jak wiadomo, chodzi przede wszystkim o dzielenie się kosztami więc można to naprawdę śmiało robić bez wspólnego konta.
Akurat w tej sytułacji to jakos Twoje zdanie mnie nie przekonuje bo nie jesteś osoba bezstronną :). A wina zawsze leży po środku :)Cytat
perseush
Mój starszy brat niedawno też się rozwiódł, przez większość czasu jedynie on pracował, on spłacał kredyt na mieszkanie ich, ona zarabiała coraz mnie aż w końcu straciła pracę przez swoje "wady" a jak się rozeszli to się okazało, że to on jeszcze musi jej kasę za pół mieszkania oddać. Nie ma nic bardziej bezsensownego jak to. Nic praktycznie nie robiła a teraz on jeszcze jej ma płacić, śmiech! Wiele zależy od tego jakie ktoś miał przeżycia i czego się nauczył. Ja nauczyłem się właśnie tego i zrozumcie. Chcę upewnić się, że wyjdę lepiej w życiu jak czy mój brat czy mój tato. Bo okazało się, że mama takich długów narobiła, że jej wypłata już nie starczała aby ratę płacić i musiał ją ratować. Tyle właśnie myślę o ufaniu sobie, tego mnie nauczyło życie.
my z mezem mamy osobne konta, ale wszelkie koszty ponosimy wspolnie. zdarza sie jednak, ze w razie potrzeb korzystamy ze swoich kart ;)
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-01-04 19:44 przez osos.
następna dyskusja:
