Przedstawie wam sytuacje od samego poczatku do konca , bedzie dlugo , uprzedzam z gory
ale jesli masz ochote przeczytac i jakos mi doradzic bede wdzieczna
Poznalismy sie 2 lata temu na wakacje , przez calkowity przypadek . tej nocy odbywala sie impreza , na ktora poszlam z kolezankami , on byl ciagle na mnie patrzyl i probowal zagadac , jednak nie mialam ochoty bo byl juz mocno wstawiony . Mijaly dni , tygodnie , obracalam sie w jego towarzystwie poniewaz jedna z moich przyjaciolek byla w zwiazku z jego kolega . ktoregos wieczoru napisal do mnie na gadu , okazalo sie ze prosil wszystkich kolegow o moj numer . Spotkalismy sie po kilku tygodniach pisania , bylo jak w bajce , nie moglismy sie rozstac i do rana blakalismy sie po miescie . Strasznie mi zaimponowal , okazalo sie ze mamy wspolne zainteresowania , sluchamy tej samej muzyki . Od tamtego dnia widzielismy sie CODZIENNIE , po miesiacu spotkan zdecydowalismy sie na zwiazek. Bylo na prawde przecudownie , wyznal mi ze kiedy zobacz mnie pierwszy raz zabilo mu mocniej serce i wiedzial ze jestem "ta jedyna" . Bylo miedzy nami tak silne uczucie ze nie moglismy sie rozstac ani na chwile , moze to wydawac sie smieszne ale chodzilismy za soba nawet do lazienki . Po kilku miesiacach zaczely sie klotnie , jednak nie umielismy sie dlugo na siebie gniewac dlatego szybko sie godzilismy .Nadchodzily wakacje , jego ostatnie poniewaz konczyl wlasnie szkole . Na wakacje jego rodzina wyjechala i zostal sam w domu wiec wprowadzilam sie do niego . Klocilismy sie , zaczelo dochodzic do krzykow a raczej wrzaskow , ja ciagle plakalam , on ciagle chodzil zdenerwowany jednak nie chcielismy sie rozchodzic , chcieslimy to wszystko naprawic . MAmy podobne charaktery , oboje uparci i zawzieci , przez co klocilismy sie dalej , ja po wakacjach wyjezdzalam na studia za granice , on bardzo to przezywal , jednak nie namawial mnie do zrezygnowania bo wiedzial ze duzo wysilku wlozylam w to zeby w ogole sie dostac na te studia . Polepszylo sie miedzy nami przed moim wyjazdem , on wtedy chcial zebysmy sie zareczyli , jednak nie chcial mi dawac pierscionka , wymyslil ze zrobimy sobie tatuaz (pierwsza literka imienia w tym samym miejscu) zrobilismy . Nadszedl dzien mojego wyjazdu , pojechal mnie odwiezc , plakal i mowil ze teskni .. Minely 3 dni mojego pobytu tam (nigdy wczesniej nie bylo sytuacji zebysmy sie nie widzieli tyle czasu ) on przyjechal do mnie z nienacka z pelna kartka numerow z oferta pracy i wynajmem mieszkania , oznajmil mi ze zamieszka tu ze mna i bedzie pracowal , bo jak twierdzil nie moze beze mnie wytrzymac , bardzo sie ucieszylam , udalo sie znalezc mieszkanie i prace . Minelo kilka dni i zaczely sie klotnie , jego zazdrosc o kolegow z uczelni (bezpodstawna) az w koncu wybuchnal , to bylo okropne szarpal mna , dusil , ciagal za wlosy , wyzywal , nie wiedzialam co w niego wstapilo ! wyrzucilam jego rzeczy za drzwi i powiedzialam ze ma wracac do polski , prosil , przepraszal , mowil ze to z emocji , jedak nie uleglam , zamknelam przed nim drzwi i nie mialam zamiaru ich otwierac , poszedl spac do hotelu i nad ranem przyszedl mnie przeprosic , postanowilam mu wybaczyc , jednak na tym sie nie skonczylo , sytuacja sie powtorzyla a ja glupia znow mu wybaczylam . i pewnego dnia wrocilam z zajec weszlam do mieszkania , nie bylo jego ani jego rzeczy , zostawil tylko kartke ze ma dosc i wraca do polski . swiat mi sie wtedy zawalil nie wiedzialam co robic i w tym samym momencie tak jak stalam pojechalam za nim , nie chcial ze mna rozmawiac , wiec odpuscilam , plakalam , myslalam ze to koniec , jednak po paru dniach przyszedl i powiedzial ze wszystko przemyslal ze mnie kocha i bedzie wszystko dobrze ale ze chce zostac w polsce ze mna . Ja ze strachu ze moze sie to wszystko skonczyc zgodzilam sie , zrezygnowalam ze studiow i wrocilismy do polski . mieszkalismy osobno . Bylo miedzy nami dobrze .. do czasu ... on znalazl prace , mial coraz mniej czasu dla mnie , jak on pracowal ja zajmowalam sie soba , spedzalam czas ze znajomymi , cos sie miedzy nami wypalalo , on powtornie mnie uderzyl podczas klotni , klocilismy sie prawie non stop az miesiac temu oznajmil mi ze to KONIEC , balam sie , nie chcialam sie z nim rozstawac , jednak on byl pewny swego , kilka dni prosilam go zebysmy porozmawiali chociaz , jednak on nie chcial , odpuscilam . az w koncu sam sie odezwal , jednak nie chcial powrotu , chcial niby utrzymac znajomosc , spotykalismy sie , myslalam ze moze do siebie wrocimy bo powiedzial mi ze mnie kocha , ze zaluje tego ze to skonczyl , plakal przed kilka dni bylo jak dawniej , przychodzil do mnie , przytulalismy sie , calowalismy . myslalam ze moze jednak sie ulozy . az ktoregos dnia przestal sie odzywac , i nie chcial mi wyjasnic co sie stalo , przezywalam wszystko tak jakby od poczatku , to cale cierpienie . napisal mi smsa ze chce urwac ten kontakt , zgodzilam sie , bo nie chcialam sie ponizac , bolalo ale wiedzialam ze nic z tym nie moge zrobic . Troche sie otrzasnelam , na sylwestra o 12 zadzwonil do mnie i powiedzial ze czeka na mnie podal miejsce i zapytal czy przyjde , ja troche wypilam , poszlam ... mowil ze mnie kocha , ze wezmiemy slub na wiosne i ze juz nigdy sie nie rozstaniemy , ze chce miec dziecko ze mna jak odlozy troche pieniedzy , nie moglam w to uwierzyc , cieszylam sie jak dziecko . Jednak juz nad ranem usiadl na lawce i zaczal machac mi zapalniczka przed oczami i mowil do mnie ze mnie zabije . nie wiedzialam o co chodzi , poszlam do domu spac . rano sie obudzilam i napisal mi ze nie chce mnie znac , ze to nigdy nie byla milosc i ze on wyjezdza za granice zeby o mnie zapomniec . nie chcialam mu pokazac ze mnie to strasznie zabolalo i napisalam mu zeby wiecej nie wchodzil mi w droge i do tej pory sie nie odzywamy . ja nie wiem jak mam to rozumiec , znajomi mi mowia ze on jest prawdopodobnie chory psychiczne , ze ma rozdwojenie jazni , po glebszym zastanowieniu wydaje mi sie ze rzeczywiscie musi byc z nim cos nie tak . jednak tesknie za nim , nie wiem czy jeszcze wroci , myslicie ze jest szansa ? czy musze o nim zapomniec ?
co o tym myslicie?
On 21 lat ja 20.