Oglądasz forum jako Gość, co nie daje Ci pełnego dostępu do wszystkich opcji i możliwości forum.
Będąc niezarejestrowanym, nie możesz wypowiadać się w dyskusjach. Gorąco zachęcamy do darmowej rejestracji, co umożliwi Ci pisanie postów, zakładanie wątków, zamieszczanie zdjęć oraz dostęp do wielu innych udogodnień.
26 sekund temu
2 minuty temu
3 minuty temu
3 minuty temu
3 minuty temu
wczoraj o 22:40
22.05 o 7:31
wczoraj o 22:43
przedwczoraj o 23:31
19.05 o 16:45
u mnie w rodzinie ktoś od 30 LAT, właśnie tak marnuje sobie życie nigdy nawet sobie nie powtarzaj "a może się zmieni" bo to nie prawda, poniżanie i znęcanie się psychicznie, jest czymś najgorszym, prosze Cie zostaw go, kobieta taka jak Ty nikogo nie potrzebuje, sama doskonale dasz rade i w końcu poznasz kogoś kto jest Ciebie wart
Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-01-28 23:19 przez ago6.
Wspołczuje Tobie to bardzo smutne, ale pamiętaj życie jest tylko jedno i od Ciebie zależy z kim je spędzisz...czy z kimś w kim nikłe szanse są na normalne życie? bo wydaje mi się ze nie. Wobrażasz sobie mieć Z Nim dzieci? on bedzie pił a ty nie będziesz wiedziała w co ręce włożyc...W dodatku co z niego byłby za ojciec... Wiem jest to trudne mieszkacie razem i są wspólne sprawy wspomnienia ale czo to warte jest zmarnowaneo życia? NIE!!!!!!!!!! ZNajdiesz sobie porządnego faceta i beziesz jeszcze szczęsliwa! A dla twojego fceta jedynym ratunkiem jest całkowite odstawinie alkoholu, innej opcji nie ma! Powodzenia! Zacznij życie od nowa nigdy nie jest za póżno.
poczytaj sobie o:
-choroba alkoholowa
-uzależnienie
-współuzależnienie
-zespół Otella
-przemoc psychiczna
życzę dużo wiary w siebie i dużo siły !!!
trzymam kciuki !!!
Niszczysz sobie tylko życie.
Nie ma żadnego argumentu przemawiającego za tym byś z nim została.
On cie nie szanuje, po co być z kimś takim ?
Zasługujesz na kogoś lepszego i na pewno takiego jeszcze znajdziesz ;)
Jezeli uwazasz ze jestes stara...to Ci powiem TAK JESTES STARA I GLUPIA i tylko dlatego ze sobie to wmawiasz,masz przed soba kawal zycia i nie marnuj go dla takiego TYPA,docen swoja wartosc i powiedz chlopu zegnaj,wlasnie przy nim tracisz swoj najlepszy czas a facetow jest pelno...wlasnie w takim wieku jak Ty...tylko dobrze sie rozgladaj.
życie z alkoholikiem jest straszne i niestety, ale skoro on nie widzi problemu w swoim zachowaniu, to raczej nie ma szansy, że się zmieni
spróbuj wysłać go na odwyk, ale po tym co piszesz, to wątpię, żeby się zgodził
wiem, że nie będzie to łatwe, ale radziłabym ci od niego odejść, dla twojego dobra... bo on wykończy się psychicznie
Nie wiem czy forum, na którym gros 19-latek skwituje to co napisalas stwierdzeniem "rzuć go" jest dobrym miejscem na roztrząsanie tego problemu. Trzymam kciuki. Piszę tak dlatego, że jak się ma 18 lat to na wszelkie bolączki w związku łatwo powiedzieć "rzuc go" i często nie ma zadnych watpliwosci, bo o wielu rzeczach sie nie mysli ani nie ma sie zbyt wielu umiejetnosci, odpowiedzialnosci za drugą osobę. Dlatego ja proponowalabym inne miejsca jednak, jakkolwiek to co tutaj odnajdujesz jest pomocne.
Na wiele pytań sama sobie odpowiedziałaś i nikt nie ma prawa mówić ci co masz robić ani radzić ci, bo ani cię tutaj nie znamy, ani nawet jakis terapeuta nie moze sobie takiego prawa uzurpować. Ale jak sama bylas u psyhcologa to pewnie wiesz, ze on pomoglby ci dotrzec do tego co sama chcesz, pomoglby wydobyc to co w tobie silne itp. O ile byłby to dobry specjalista;)
sama jesteś świadoma i dotarłas do tego, że :
-to toksyczna relacja, ze facet wchodzi za bardzo w twoje granice
-ze on łamie podstawowe zasady, co ciezkie dla ciebie do zaakceptowania, czyli na przykład kłamie w zywe oczy
-ze to wszystko duzo cię kosztuje emocjonalnie, a czujesz, ze wcale nie jestes taka najgorsza i tego warta
-ze jestes obwiniana o to co sie dzieje z wami obojgiem w relacji i z kazdym z osobna tylko dlatego, ze to ty wskazalas problem, a on nie chce pracowac nad tym wszystkim
-sama jestes swiadoma tego skąd jego niechęc do twoich rodziców i ze to nie problem twojego braku odciecia pępowiny z twoimi rodzicami a problem bardziej leży w nim (aczkolwiek ja nie mowie jak jest obiektywnie, to ty sama to wiesz i jak widac jestes tego swiadoma)
- i najwazniejsze , że chcesz od niego odejść
Nie daj sobie wmówić, że skoro kiedys potrzebowalas pomocy u psychologa to teraz pewnie cos z tobą też nie tak.
to co opisujesz jest bardzo czesto spotykane u ludzi wspolualeznionych, to taka dynamika i tyle. Ty masz duzo sily w sobie i to jest widoczne w tym co opisalas. On JEST alkoholikiem. Zaden alkoholik nie będzie chciał isc na terapię jesli on czuje, ze ma tak jak w przypadku twojego faceta kobietę czyli ciebie, ma pieniadze, jakas pracę i ma kumpli (to, ze cie tak atakuje wynika wprost z jego poczucia zagrozenia i niezgody jego samego na to co sie z nim dzieje). Ma poczucie siły i wie, że "nie musi sie leczyc, bo on moze przestac pic w kazdej chwili". To jest aż podrecznikowe. A terapia w rzeczywistosci alkoholikom JEST potrzebna nie ze wzgledu na wiedzę, którą tam zdobywają, ale na to, że muszą pewne rzeczy przecwiczyc, poczuc na sobie, uczestniczyc w pewnych procesach. To nie jest to samo co przeczytanie książki. Ale on, zeby pojsc na terapię, przede wszystkim musialby poczuc, ze nie panuje nad sytuacją, że ma problem przesrastający go, musi jednym słowem stoczyc sie jak najnizej. A dopoki ma ciebie, będzie czul sie panem i władcą. Ja przynajmniej tak to widzę. Dopoki ma pracę bedzie myslal, że jego zycie jest normlane. Ma gdzie mieszkac, inni nawet wcale nie musza wiedziec, ze to jakis problem, bo jeszcze to wszystko wyglada tak, ze to chyba dosc imprezowy styl picia...
Nie wiem co ci powiedziec, ale jedno jest pewne - sama piszesz, ze musisz cos zrobic, żeby ochronic przede wszystkim siebie. A mnie cieszy, że ty rozumiesz, że on do wielu rzeczy, któe robi tobie nie ma prawa. Przede wszystkim cię poniżać. Aczkolwiek trzeba to zrozumieć, bo to sie bierze z czeogs, a nie z prozni, czyli konkretnie ta cala jego choroba alkoholowa jest związaną z tym jak sie zachowuje i co robi rowniez tobie. Tylko pytanie czy ty chcesz to udźwignąć i go leczyc, byc cierpliwa na to i zrezygnowac tak naprawde po czesci z siebie. Juz raz odeszlas i mowisz, ze teraz boisz sie jeszcze bardziej odejść niż za pierwszym razem. Ale trzeba też wiedziec, że strach jest zawsze w takich sytuacjach i że to tylko strach. A później może zdarzyć ci sie jeszcze wiele dobrych rzeczy. O ile sobie wszystko poukładasz. Moze i będzie beznadziejnie - nie ma co liczyc na to, ze odejdziesz i dzięki temu problemy się skończą.
Dziekuje za wszystkie wpisy.
Wiem, co powinnam zrobic, wiem ze juz raz odeszlam i teraz powinnam zawalczyc o siebie..ale wciaz jak inne dziewczyny kt byly zwiazane z alkoholikiem,
mam poczucie ze moze za malo zrobilam zeby pomoc..albo co gorsza..to ja wplynelam na poglebienie nalogu, ciaglymi pretensjami i zalem..
i ciaglym placzem i atakami zlosci..totalna niemoc..samej siebie takiej nie lubie.
Najgorsze jest to jak sie czlowiek dowaiduje ze byl reg oklamywany..jak wczoraj np dowiedzilam sie ze swietnie ukrywa fakt, ze np w sylwestra wypalil sporo trawy, a
ja nic nie zauwazylam...a on w koncu musi sie odprezyc....
nie chce byc wiecznie podejrzewajacym o cos policjantem, bo to wykanczajace..
dwaguziki :) wiem w czym rzecz, wiem, ze latwo radzic odejsc bo ja sama lata temu tez bym tak innym radzila, zawsze latwo mi sie mowilo i wyrazalo opinie,to zle to dobre
ale odkad znalazlam sie w takiej syt.sama nie potrafie zrobic zadnego ruchu..
masz racje we wszystkim co piszesz (tak jak wszystkie szafiarenki:) on byl na terapii, wiec ma wszelkie 'narzedzia' i wiedze do walki, koledzy sa
(ale nie sadze zeby ktokolwiek z nich wyciagnal pomocna dlon albo wspieral w walce z nalogiem) praca jest wiec wszystko ok, jak piszesz, on ma wrazenie panowania
nad syt.
Doszlismy do etapu calkowitego skostnienia..teraz cala wina skupiona jest na mnie (nawet jesli on ma swiadomosc ze 'czesem przesadzal z piciem itd') bo ja wskazalam i
nazwalam problem, ja chcialam walczyc i ja bylam 'wiecznie niezadowolona maruda'..
U mnie nastapila juz kumulacja wszystkich negatywnych emocji, to strasznie oslabiajace...dlatego tez nie mam sil na zadne zmiany...nie mam sil normalnie funkcjonowac,
a co dopiero dokonywac rewolucji w zyciu:)
Bylam u psychologa pare razy, porozmawiac...nie moglam juz tego udzwignac, w chiwli szczerosci powiedzialam mu o tym...powiedzilam ze razem mozemy pojsc...potem perfidnie to
wyorzystal mowiac, ze skoro psycholog mowil mi takie a takie rzeczy to pewnie dlatego ze:
1 przeklamalam fakty i przedstawilam swoja wersje
2 psycholog kobieta,zatem trzyma moja strone
rece mi opadly, bylam na lekach wtedy wyciszajacych, odstawilam je, nie zaluje.
Mysle, ze forum i wszystkei slowa sa mi na tym etapie najlepsza pomoca,zrozumienie, ale najwazniejsze to ze moglam sie wygadac bo to rosnie we mnie i dlawi doslownie.
Do psychologa musze sie wybrac zeby stanac na nogi, wiem..
Ja tez mam sporo winy, tez moglam odpuscic, nie szarpac sie tak, nie byc zlosliwa, nie uderzyc...zaluje tego jaka stalam sie osoba...
Wiem, ze ludzie maja gorsze problemy, ale ten jest moj i musze go pokonac, wiem, ze malzenstwa sie rozpadaja, wiem tez ze mam zycie przed soba i nie dam sobie wmowic, ze
juz za pozno, ze stara jestem (smiac mi sie chce z tego,jak mam dobry humor:) i juz nikt mnie nie zechce.
Nie jestem typem kobiety kt do pelni szczescia potzrebuje faceta bo inaczej nie zyje naprawde...ale poprostu chcialam zyc normalnie, bylo nam wspaniale kiedys i wiem, ze
on zostanie sam z tym problemem, nikt mu nie pomoze..rodzice jego nawet do niego nie dzwonia, maja slaby kontakt, mama jest b apodyktyczna i stara sie pomagac ale w spos
ktory problem tylko poglebia, koledzy..wiadomo..sa jak jest dobrze.
Moze zabrzmi to dziecinnie i naiwnie, nie boje sie zostac sama..boje sie tego, ze on zadowoli sie pierwsza napotkana osoba, ktora latwo mnie zastapi..tego sie boje..
plytkie?
oraz tego, ze jesli mielismy szanse wyjsc na prosta, to moglismy stworzyc dobry zwiazek...
dziekuje wam za wszystko, odezwe sie jesli jeszzce ktos bedzie mial ochote czytac
pozdrawiam:)
lwica 9 napisałas ze w razie co ona zostanie sam z tym problemem i nikt mu nie pomoze ,,,,,kochana pomagajac mu tylko go krzywidzisz bo w ten sposob oin nigdy z tego nie wyjdzie,,,,,dopiero jak zostanie całkiem sam i dotrze do niego jak wiele traci dopiero w tedy jest szansa ze sam dzwignie sie z tego bagna i zaczni9e sie leczyc,,,,bedac z nim pomagajac mu zgadzajac sie na wszystko czego on chce ,tylko go krzywdzisz tak naprawde,,,,i mu nie pomagasz ,to jest czasem okrutne ale jedyna droga ktora moze pomoc zostaw go ,,,,,alkoholik to egoista człwoiek ktory nie potrafi czysto kochac wierz mi,,,,,ja sama jestem po kilku terapiach odwykach ,,od nastu lat nie pije ,i przechodziłam rowne rzeczy dopiero gdy zostałam całkiem sama zrozumiałam ze jestem chora i teraz dziekuje osoba ktore mnie wtedy zopstawiły bo wyszło mi to na dobre,,,,,
Nie pisz ze ludzie maja gorsze problemy, dla kazdego jego problem bedzie najwazniejszy. To straszne co przezywasz i chyba rozumiem....Ja jestem po rozwodzie, tez mi sie zycie inaczej ulozylo, ale chyba moj rozwod byl mniej wykanczajacy niz Twoj zwiazek z pijacym partnerem, bo on Cie wykancza powoli, codziennie....i to jest najgorsze, walczysz i nie widzisz juz zadnego swiatelka nadzieji. Mam 34 lata, majac 20 tez bym Ci powiedziala "zostaw go", ale wiem ze to nie jest takie proste. Przede wszystkim musisz sobie odpowiedziec na pytanie czy Ty go jeszcze naprawde kochasz, jesli tak czy wytrzymasz jeszcze wiecej, bo nawet jesli on sie opanuje nie bedzie latwo, a nawet jeszcze trudniej. Ty musisz to czuc, czuc czy on jest dla Ciebie calym swiatem, czy tylko siebie oszukiwalas. Jesli tak musisz zrobic wszystko by zgodzil sie na leczenie, nie wiem w jaki sposob bo chyba sama lapalabym sie wszystkiego...moze odejsc, niech zrozumie co stracil, a jesli tak jak piszesz zadowoli sie pierwsza lepsza malolata to bedzie oznaczalo ze nie byl Ciebie wart, ze tak naprawde Cie nie kochal, bo to nie slowa swiadcza o milosci a czyny....Nie szarp sie, nie daj sobie wmowic ze jestes stara brzydka, wiecznie narzekajaca idiotka, jezeli Cie jeszcze raz tak nazwie, nie bron sie, wyjdz po prostu z domu, przejdz sie pooddychaj i wroc do domu nie odzywajac sie do niego, nie nadskakuj mu, nie kloc sie z nim bo tylko siebie w ten sposob wykanczasz a do niego nie dociera. Nie wiem czy masz mozliwosc ale jesli tak zglos sie do odpowiedniej instytucji gdzie pomagaja nie tylko samym uzaleznionym ale tez im rodzinom (poszukaj w internecie)i walcz dopoki Ci starczy sil, ale nie w taki sposob jak dotychczas proszac go i klocac sie z nim, ale poszukaj innych osob o podobnym problemie, nie wstydz sie tego, razem jest latwiej. Pokaz mu ze jestes osoba silna, ktora nie pozwoli sobie marnowac zycia. Zycze Ci wytrwalosci, sily, opanowania, odezwij sie jeszcze. Jestes wspaniala osoba. Powodzenia!
dziekuje Emilia, wszystkim za wsparcie b dziekuje:)
nie wiem co dalej..chcialm juz sie pakowac odejsc ale znow bylo jakby lepiej...tzn troche normalniej..bo do 'lepiej' to daleka droga..
niestety przyszedl weekend i znow to samo, i o zgrozo, moja wina ze musial sie napic bo znow marudzilam
jestem tak zmeczona dziewczyny..chcialabym zyc juz normalnie...
zaplacilam za kolejny miesoac wynajmu..musze kolejny miesiac tak mieszkac..
wszystko mi jedno
pozdrawiam was:)
chcialam jeszcze podzielic sie z wami czyms czego wczesniej nie wspominalam.
Prosze powiedzcie czy to zwiazane jest z jego problemem alkoholowycm czy to niezalezna sprawa..ale za kazdym razem jak sie poklocimy itd..zdarza sie ze akurat
jestem chora, albo potrzebuje pomocy w czyms, np nie mam jak dojechac do pracy i zdarzylo sie kilka razy ze szlam na oddalony 30 min
pieszo przystanek o 6 ranbo po ciemku..albo potrzebowalam zeby kupic mi pare rzeczy jak bylam chora...a on nawet sie mna nie zainteresowal jak sie czuje albo czy doszlam szczesliwie na przystanek itd..
potem tlumaczy ze byl wtedy obrazony i dlatego nie interesowal sie...powiedzcie mi czy to jest normalne?czy ma to zwiazek z probl alkoh.czy raczej z checia 'ukarania' mnie w tak dziwny sposob?
zdarza sie, ze on np po pijanemu specjalnie tez robi balagan, wie ze dbam o porzadek ale celowo niczego nie odklada na miejsce,nie zmywa, a jak sie odezwe zeby po sobie posprzatal to mowi ze nie bede mu rozkazywac, mam sie nauczyc mowic grzecznym tonem, a najlepiej to sama powinnam posprzatac
dziewczyny.,..co to wszystko znaczy..juz tyle nasluchalam okropienstw..nie mam sil..
on jest w stanie mi wmowic ze wymyslam pewne historie, zeby zwrocic na siebie jego uwage...wyobrazacie sobie?
dzis myslalam ze auto zniknelo i szukalam prawie 20min, okazalo sie ze zastawilo je inne auto i nie bylo widac..dzwonilam prosilam zeby przyjechal..a on ze nie moze..
nie chcial sie przyznac ze juz cos wypil...powiedzial mi dzwon na policje..a jak wrocilam do domu, to stwierdzil ze wymyslilam to sobie...
ja juz wariuje doslownie
A wyobraź sobie że gdzieś właśnie czeka na ciebie dobry facet, który będzie cię kochał ponad życie, wspierał, szanował, dbał o ciebie. Przy którym czujesz się szczęśliwa, z radością wracasz do wspólnego domu, nie możesz się doczekać aż go zobaczysz.
I co wybierasz? Wolisz żyć w upodleniu z twoim obecnym narzeczonym który ma cię za najgorszą szmatę, chce cię zniszczyć psychicznie po to żebyś nie była w stanie się bronić, odejść od niego? Prawie mu się to już udało. Chcesz nadal ze strachem wracać do domu i czuć że jesteś dla niego nikim? Jak chcesz to z nim zostań ale nie rób z siebie ofiary.
Moim zdaniem lepiej być samej niż w tak chorym układzie. Chyba lepiej wrócić do pustego ale bezpiecznego mieszkania i wisieć na telefonie rozmawiając z kochającymi cię rodzicami niż marnować życie z kimś takim jak on. A uwierz mi że ten jedyny w końcu cię znajdzie i poczujesz co to szczęście.
Czy chcesz dać sobie szansę na naprawdę szczęśliwe życie? Twój wybór. Ty decydujesz tylko nie miej potem do nikogo pretensji. Jesteś panią swojego losu. Mocno trzymam za ciebie kciuki. Wierzę że dasz radę!!!
Witaj Lwico9, hmm, zadajesz nam pytania czy zachowanie Twojego narzeczonego jest normalne, czy może to wynik jego choroby alkohlowej. Myślę, że nie da się tego tak uprościć, nie ma uniwersalnej "instrukcji obsługi człowieka", nie można jednoznacznie stwierdzić, że ktoś zachował się w taki czy inny sposób bo jest chory czy kierowało nim to czy tamto. Jedynie on sam wie dlaczego tak postępuje, a jego tu z nami nie ma, więc nie możemy się go spytać. Ty możesz i odpowiedział Ci że był obrażony, przyjmij więc to, zrobił tak bo się obraził. Inna sprawa to to że obrażanie się jest wpisane niejako w dzieciństwo, a od osób dorosłych oczekujemy dojrzałości i umiejętności rozwiązywania problemów. Tylko czy osoba która radzi sobie ze swoim życiem popada w uzależnienie?
następna dyskusja:
