Hej
Ja wprawdzie nie jestem w takiej sytuacji i podejrzewam, że jest Ci ciężko, mi też by było. Ale trochę tego nie pojmuję.
Jakieś 1,5 roku temu też musiałam się "rozstać" z facetem, wprawdzie nie mężem, ale długo już razem jesteśmy. Studiujemy w jednym mieście, mieszkamy razem już parę lat, ale jesteśmy z dwóch różnych końców Polski. On pojechał do siebie na wakacje, ja do siebie. Wiadomo, było mi bardzo przykro, jak się rozstawaliśmy, tęskniłam i miałam ochotę go codziennie widzieć. Ale żeby nie móc spać w nocy? Żeby tak bardzo to przeżywać? Przecież to nie koniec świata! Są telefony, jest skype, poza tym w życiu różne rzeczy się dzieją i czasem coś nie układa się tak, jak byśmy chcieli. No i niestety trzeba zęby zacisnąć i się przystosować.
Znalazłam sobie zajęcie, spotykałam się ze znajomymi, pomagałam mamie w domu i nie było tak źle. Poza tym mam życie poza swoim facetem, więc nie wyglądało to tak "o rety, nie ma faceta obok, co robić? co robić? umyję okna, żeby nie myśleć!". To wygląda, jak jakieś uzależnienie. A takie coś nie jest zdrowe.
Rozumiem, że pewnie w małżeństwie i to na dodatek z dzieckiem jest ciut inaczej, no ale bez przesady. Wykończysz się psychicznie. On dopiero wyjechał, a Ty spać nie możesz? Nigdy nie spędziłaś nocy bez męża? :)
Tak samo dziwi mnie, że nie może ktoś zasnąć, jak mąż jest na nocce. Kurcze, tyle razy wychodziłam sama na imprezę, albo odwiedzałam rodziców, albo facet wychodził na piwo z kolegami i szłam spać sama i to nie był jakiś wielki problem. Nie rozumiem, jak można tak bardzo to przeżywać, wyniszczacie same siebie tym sposobem, krzywdę sobie robicie. Bez faceta też czasem trzeba normalnie funkcjonować.