Cześc,dziewczyny... Wiem,świetną porę sobie wybrałam na wylewanie żali,ale nie śpię całą noc i pomyślałam,że może ktoś rano przeczyta to,co napiszę.
Wczoraj późnym wieczorem mój mąż poleciał do Anglii do pracy. Od jakiegoś czasu nie szło mu tu najlepiej z pracą, zrobiło nam się trochę długów, a przez to ciągły stres i kłótnie...i w końcu decyzja o wyjeździe.Ma to byc szansa na nasze lepsze jutro i przyszłośc dla naszej córki,planujemy za kilka miesięcy byc tam już razem. Tylko ja cholernie za nim tęsknię. Nie mogę zmrużyc oka. Strasznie smutne było nasze pożegnanie na lotnisku, nawet on-prawie 30-letni facet,uronił łezkę,bo wiem jak bardzo chciałby byc z nami codziennie,kąpac naszą córcię,a ze mną wieczorem móc chociaż się przytulic. Może to takie banalne,trochę dziecinne,ale nie przypuszczałam,że poczuję się nagle taka przygnębiona i samotna. Jakby wszystkiego było mało, na pożegnanie i trochę na pocieszenie, bo wiedział,jak to przeżywam,napisał mi piękny,szczery list, do koperty włożył płatki róż i malutkie pudełeczko,a w nim piękne kolczyki... wzruszył mnie. Zrobiło mi się cholernie smutno,że żyjemy w tak porąbanym kraju,z którego coraz częściej młodzi,wykształceni ludzie muszą wyjeżdzac za chlebem,rozstawac się z najbliższymi..
Może są wśród Was kobiety,które są/były w podobnej sytuacji i napiszą miłe/budujące/mądre słowo.
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-02-05 05:18 przez dakota_aa.