Bez zbędnych wstępów. Jestesmy razem od 2 lat. Mój problem polega na tym, ze coraz częściej czuje się bezwartościowa dla niego. Nic nie robię dobrze czy raczej może on mi tego nie mówi. Zrobię obiad - zje bez słowa. Zaplanuję nasze spotkanie - zgodzi się bez słowa. Mówię mu o jakimś moim sukcesie np. że dobrze mi poszło na uczelni - żadnej reakcji. Czasem sama mówię 'dobrze mi to wyszło, nie?' a on 'jak Ty jesteś zadowolona, to dobrze'. I sęk w tym, że ja z siebie jestem zadowolona, ale on ze mnie nigdy. I nie chodzi mi o to, żeby być wiecznie adorowaną i chwaloną, wiecie, że to nie tak. Chodzi o to, by od czasu do czasu być docenionym. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej. Kiedyś pękłam i zapytałam czy ja mu niczym nie imponuję to odpowiedział, że może faktycznie niczym.
Ostatnio stwierdził też, że nie wie, czego chce, a spotkania ze mną odczuwa często jako obowiązek. Jakieś to ciężkie mi się wydaje. Pomóżcie mi proszę zrozumieć, o co chodzi