Dla porównania dam Ci przykład moich kuzynów. Są braćmi, pochodzą z tej samej biednej rodziny, a że dzieci jest tam w sumie 5, ciocia nie pracuje, to ledwie wiązali zawsze koniec z końcem.
W związku z tym, mój starszy kuzyn łapie fuchy odkąd skończył gimnazjum. Najpierw chodził do technikum, a później przeniósł się do zawodówki. Nie ma matury, ale że miał doświadczenie w pracy, to go przyjęli i zarabia na prawdę dobre pieniądze. Nie ma dziewczyny, więc z wypłaty zostawia sobie mniej niż 1/3, a reszte oddaje rodzicom. Acha! Dodam, że nie jest to zdrowy, młody chłopak. Owszem, ma 22 lata, ale grupę inwalidzką, więc ta praca jest dla niego dwa razy gorsza niż dla normalnego chłopaka.
Drugi, młodszy (w moim wieku), też jest po zawdówce, bez matury, ma dziewczynę i dwuletnią córeczkę. Wpadli. Wiesz co zrobił najpierw jak się dowiedział? Napisał cv i zaczął roznosić gdzie się da. Zrobił prawo jazdy, żeby podnieść kwalifikacje i móc pomagać dziewczynie (wozić ją itd...) W wakacje zdobył pracę na dłużej, ale musiał zrezygnować. Teraz udało mi się znaleźć pracę jako kierowca w hurtowni mięs - pracuje mniej niż wcześniej, zarabia więcej i jeszcze dużo wysokiej jakości jedzenia przynosi do domu. Nie mieszkają jeszcze razem, ale w przyszłym roku biorą ślub. On odkłada pieniądze, pomaga rodzicom i oczywiście łoży na utrzymanie dziecka.
Mają 20 i 22 lata. Obaj zrobią wszystko żeby uszczęśliwić swoje rodziny, kupić siostrze czy bratu zabawkę, odciążyć finansowo mamę, kupić babci prezent na urodziny. Itd... Moim zdaniem w ten sposób objawia się miłość. Nie pieniędzmi, ale zdolnością do mobilizacji i poświęceń.