Zdecydowałam się opisać tutaj moją sytuację, ponieważ nie daję sobie już sama rady. Mój problem dotyczy mojego Narzeczonego. Nawet gdy to piszę jest mi ciężko nazywać go Narzeczonym, mimo iż rok temu oświadczył mi się, ponieważ po pierwsze w ogóle nie czuję, że On jest, nie czuję również z jego strony żadnego wsparcia.
Na początku nasz związek był można powiedzieć idealny. Był czuły, opiekuńczy, starał się i przede wszystkim czułam, że mnie kocha. Zapewniał, że mnie nigdy nie zostawi i tego samego oczekiwał ode mnie. Mówił, że beze mnie nie wyobraża sobie niczego, uwierzyłam mu, zaufałam bezgranicznie i pokochałam. Dziękowałam Bogu, że trafił mi się tak dobry człowiek. Niestety, w ostatnim czasie dużo się zmieniło. Stał się zupełnie inny niż go poznałam. Widziałam, że dla Niego ważna jest również Jego Rodzina, ale gdy zaczęła być ważniejsza ode mnie, a ja czułam się jak "dodatek", zaczęłam o tym mówić. Powiedziałam, że ja również Go potrzebuję, gdy po raz kolejny jechał z mamą, bratem lub tatą na zakupy, siłownie etc., a dla mnie już tego czasu nie było i w weekend siedziałam sama w domu. Wiem, że jego rodzice sami mogliby pojechać na zakupy, ale On wolał jechać z nimi niż spotkać się ze mną. Bardzo mnie to bolało i było mi przykro. Na początku mnie pocieszał, może trochę zaczął więcej poświęcać mi uwagi, ale to nie trwało zbyt długo. Teraz jest tragicznie. Potrafi powiedzieć mi, że go "wkurzam", a gdy mówię Mu, że te słowa mnie ranią, twierdzi, że według Niego to jest normalne słowo i będzie tak do mnie mówił. Nie potrafię wtedy powstrzymać łez, ale na Nim nie robi to żadnego wrażenia. Jego znadniem kobiety często płaczą, nie zważając na to, że jeżeli przy nim płaczę, to naprawde jest mi ciężko i nie potrafie już inaczej reagować. To, co opisałam to kropla w morzu przykrości jakie mi sprawia. Wiem, że nie powinnam przy nim płakać i nie powinnam dać się tak traktować, ale tak bardzo Go kocham, że nie wyobrażam sobie bez niego życia, nie chcę Go stracić. Momentami poniżam się przed nim, ale nie potrafię inaczej, wiem, że robię ogromny błąd. Jeżeli jest tu jakaś Osoba, która miała, ma taki problem lub po prostu mogłaby mi w jakiś sposób pomóc, to bardzo broszę o rozmowę.
Przepraszam za niespójny temat, ale wszystko piszę naprawdę w dużych emocjach
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-02-09 14:34 przez Blanka90.