Oglądasz forum jako Gość, co nie daje Ci pełnego dostępu do wszystkich opcji i możliwości forum.
Będąc niezarejestrowanym, nie możesz wypowiadać się w dyskusjach. Gorąco zachęcamy do darmowej rejestracji, co umożliwi Ci pisanie postów, zakładanie wątków, zamieszczanie zdjęć oraz dostęp do wielu innych udogodnień.
1 minutę temu
3 minuty temu
5 minut temu
6 minut temu
23 minut temu
przedwczoraj o 18:18
wczoraj o 9:02
przedwczoraj o 23:31
wczoraj o 22:40
25.05 o 12:12
Co tu napisać? Nie będę owijać w bawełnę.Czy nie denerwuje was czasami to że prawie wszystkie obowiązki spoczywają na nas?
Ja czasami mam chęć wlać mojemu facetowi on nic nie potrafi dokładnie zrobić. A jak już mu się uda to przez tydzień o tym wspomina....
Na mojej głowie spoczywa wiele obowiązków:
Rano: Pobudka ,śniadanie dla dzieci,zaprowadzenie do szkoły i opiekunki.
Praca: zamówienia do sklepu, faktury itd.
Po pracy: Odebrać dzieci, zrobić zakupy,wyjść z psem.
Dom: szybki obiad, lekcje ze starszą córką, trochę zabawy z dziećmi i ich kąpiel itd.
Dopiero tak po 22 mam chwilkę dla siebie.
Wysiadam a mój mąż prawie nic nie robi i jest cholernie zmęczony!!!!
A was to czasem nie denerwuje że faceci są tak mało zaradni
No jak się na to godziłaś od początku to tak masz :D
My mamy podział obowiązków, nawet się czasem zastanawiam czy nie on bardziej mnie rozpieszcza i więcej bierze na siebie żebym ja mogła sobie leżeć i pachnieć :p
Z domu też wyniosłam taki obraz, że małżeństwo czy tam związek to układ partnerski ;) I każdy odciąża drugą osobę jak może i się z tego cieszy.
Odpowiadając na Twoje pytanie "Czy nie denerwuje was czasami to że prawie wszystkie obowiązki spoczywają na nas? " Nie, nie denerwuje mnie, bo nie spoczywają tylko na mnie.
Jak tak nauczyłaś faceta, to teraz masz. Trzeba było od początku ustalić, że obowiązki są wspólne. A teraz czemu zamiast robić, nie usiądziesz i poczekasz, aż facet robi? Po co robisz mu śniadanie? Nie rób, zgłodnieje, to sam zaglądnie do lodówki.
Zaproś rodzinę do wspólnego gotowania posiłków - świetna zabawa, rodzinna atmosferka sprawia, że to nie obowiązek, a przyjemność. Poza tym to, że ktoś coś pokroi, poda czy chociaż pomiesza, dużo daje.
Psa weź na spacer razem z rodzinką - kolejna forma wspólnego spędzania czasu z dziećmi..Lekcje też mogą wspólnie odrabiać - nauczy to ich i samodzielności, i pomagania innym. Ty tylko sprawdzaj, czy dobrze.
Zakupy i lepiej, i ekonomiczniej robić np. raz na tydzień, w weekend. Niech mąż taszczy, a co.;]
A co do czasu dla siebie..zorganizuj czasem jakiś dzień dla siebie. Czy to sobotę, czy niedzielę..Maseczka na twarz, pilot w rączkę i wypoczywaj, kobieto. :)
Naucz rodzinę, że tak jak każde z nich, Ty też potrzebujesz chwili dla siebie.
A faceta o pomoc po prostu poproś. Niech robi, co może. Nie za dużo, ale jak odwiezie dzieci tu czy tam, to może z przemęczenia nie umrze.Pozdrawiam.;]
u mnie też podział obowiązków, nie jest idealnie równy, bo on robi pewne rzeczy, których ja nie robię i na odwrót. Zgadzam się z takim stanem rzeczy, mimo że czasem nie podoba mi się, jak coś zrobi. Czasem coś jest nie po mojemu i najchętniej bym wszystko poprawiała, ale na szczęście potrafię się w porę opanować, bo gdybym poprawiała każdą najmniejszą pierdółkę to on by się w końcu przestał starać i wszystkie obowiązki spadłyby na mnie..
Cóż, mogę powiedzieć, ze wiem, o co chodzi.
Bo nawet jeśli facet pomaga, to nie robi tego dokładnie! My, kobiety, jesteśmy bardziej zorganizowane. I wiemy, że jak się myje naczynia, to też wyciera się blaty. Albo jak jedzie się na wycieczkę całodniową, to bierze się dziecku zapasową koszulkę.
I nie chodzi mi tutaj o to, że "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz" a raczej o to, że mężczyźni nie mają takiego... holistycznego spojrzenia na codzienne obowiązki :)
ja nie mam meza a jedynie chlopaka z którym nawet jeszcze nie mieszkam... jednak juz teraz moge powiedziec, że nie wyobrazam sobie czegos takiego :/ u mnie w domu rodzice dzielą się obowiązkami. Zazwyczaj mama gotuje, ale tacie tez sie zdarza i super mu wychodzi, zmywanie, pranie, odkurzanie to wszystko jest robione raz przez mame, raz przez tate a raz przeze mnie- bo mam juz 21 lat, moj młodszy brat tez pomaga troche. Tak samo jest u mojego faceta w domu, co sobote mają dzien generalnego sprzątania mieszkania i kazdy ma cos do zrobienia, nikt nie lezy pepkiem do gory- dlatego mam nadzieje, ze w przyszlsoci mi tez bedzie mój S pomagal. A jak nie bedzie to ja mu dam popalic i go naucze :D Twój mąż widocznie miał wszystko podstawiane pod nos i tak go mamusia nauczyła, ale dziwie się, że Ty to akceptujesz :/ stan przed nim i oznajmij mu, że jestescie rodziną, to wasz dom i masz dosyc byc służącą/sprzątaczką/gosposią i pora aby on też zaczął cos robic, jak nie umie to naucz!
abotak: jakim seksizmem zaleciało. Uwierz mi faceci są równie zorganizowani jak my (oczywiście też zależy od konkretnego przypadku, bo niezorganizowane mogą być i kobiety i mężczyźni).
Mój facet (a i ojciec także) radzi sobie z obowiązkami domowymi nie gorzej niż ja. Jak zmywa naczynia, posprząta blaty, umyje zlew i dopisze do listy zakupów płyn jak się skończy. Jak wyrzuca śmieci i zobaczy, że z worka coś wyciekło to zanim założy nowy, wymyje kubeł.
Ojciec jak brał mnie i moją siostrę na wycieczki zawsze był przygotowany: i koszulki były zapasowe i apteczkę miał pod ręką.
Pewnie, facet ma inne podejście do życia - ale niekoniecznie objawia się to niechlujstwem i niedbalstwem.
To właśnie takie podejście: facet nie umie niczego zrobić tak jak oczekujesz i wyręczanie go we wszystkim prowadzi do tego, że musisz wszystko robić sama. Ale to już jest właśnie: jak sobie pościelesz... Jak faceta traktujesz jak niedorozwoja to on to chętnie wykorzysta bo wie, że będziesz wolała wszystko zrobić sama.
Jeśli coś mi wybitnie nie pasowało w wykonaniu mojego lubego to z nim o tym rozmawiałam: np warzywa do sałatki zawsze ciął na gigantyczne kawałki - ale, że zanim się poznaliśmy nigdy nie gotował to po prostu pokazałam mu co i jak się tnie i już ;P
Cytat
Gskk
abotak: jakim seksizmem zaleciało. Uwierz mi faceci są równie zorganizowani jak my (oczywiście też zależy od konkretnego przypadku, bo niezorganizowane mogą być i kobiety i mężczyźni).
Mój facet (a i ojciec także) radzi sobie z obowiązkami domowymi nie gorzej niż ja. Jak zmywa naczynia, posprząta blaty, umyje zlew i dopisze do listy zakupów płyn jak się skończy. Jak wyrzuca śmieci i zobaczy, że z worka coś wyciekło to zanim założy nowy, wymyje kubeł.
Ojciec jak brał mnie i moją siostrę na wycieczki zawsze był przygotowany: i koszulki były zapasowe i apteczkę miał pod ręką.
Pewnie, facet ma inne podejście do życia - ale niekoniecznie objawia się to niechlujstwem i niedbalstwem.
To właśnie takie podejście: facet nie umie niczego zrobić tak jak oczekujesz i wyręczanie go we wszystkim prowadzi do tego, że musisz wszystko robić sama. Ale to już jest właśnie: jak sobie pościelesz... Jak faceta traktujesz jak niedorozwoja to on to chętnie wykorzysta bo wie, że będziesz wolała wszystko zrobić sama.
Jeśli coś mi wybitnie nie pasowało w wykonaniu mojego lubego to z nim o tym rozmawiałam: np warzywa do sałatki zawsze ciął na gigantyczne kawałki - ale, że zanim się poznaliśmy nigdy nie gotował to po prostu pokazałam mu co i jak się tnie i już ;P
Twoje dzieci nie mogą wychodzić z psem? Albo opiekunka mogłaby przychodzić po dziecko do Ciebie to zaoszczędzisz czas.
Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-02-10 01:25 przez ChloeStore.
Cytat
abotak
No to zazdroszczę, mam inne doświadczenia. oj ojciec jest leniem i typową"głową rodziny" (w jego mniemaniu). Wszystko musi mu być podane a jak zje obiad, to nawet nie wyniesie po sobie talerzyka.
Było kiedyś inaczej, niestety z wiekiem mu się to pogłębia...
Mój facet za to jest jakiś niereformowalny. Mamy podział obowiązków, owszem, ale... Jakoś nie ma do tego głowy. Można rzec - typowy artysta ;) Staram mu się delikatnie mówić, naprowadzać, ale już czasami szlag mnie trafia, jak marudzi, ze nie ma skarpetek a sam prania nie zrobi "bo nie powiedziałaś"... I co z tym zrobić? :)
u mnie nie ma takiego czegoś.wiadomo że jak to każda kobieta robię domowe obowiązki szybciej i dokładniej niż facet.ale ja mam dużo cierpliwości.np robię pranie.białe kolor i czarne.wieszam jednego dni białe i kolor.zdejmuje kolejnego dnia i czarne. i tak np tydzień leży to pranie.a ja nic.jak mojemu się majty i skarpety kończą to dopiero robi porządek.mnie to nie przeszkadza.ja też chce mieć czas dla siebie.to samo z garami i zamiataniem.nie robię nic aż on się zabierze.kiedyś był pełny podział obowiązków ale od jakiegoś czasu mojemu się nie chce bo jest zmęczony pracą.tzn. siedzeniem w garniturze pod krawatem i uśmiechaniem się do ludzi.praca fizyczna jak nic.to nie jest zmęczenie tylko lenistwo.
musisz najwidoczniej sobie swojego wychować od nowa.zero prań sprzątań itd to albo się obudzi albo się rozstaniecie.
Cytat
Gskk
Cytat
abotak
No to zazdroszczę, mam inne doświadczenia. oj ojciec jest leniem i typową"głową rodziny" (w jego mniemaniu). Wszystko musi mu być podane a jak zje obiad, to nawet nie wyniesie po sobie talerzyka.
Było kiedyś inaczej, niestety z wiekiem mu się to pogłębia...
Mój facet za to jest jakiś niereformowalny. Mamy podział obowiązków, owszem, ale... Jakoś nie ma do tego głowy. Można rzec - typowy artysta ;) Staram mu się delikatnie mówić, naprowadzać, ale już czasami szlag mnie trafia, jak marudzi, ze nie ma skarpetek a sam prania nie zrobi "bo nie powiedziałaś"... I co z tym zrobić? :)
Nie prać? Jak kilka razy nie będzie miał co na tyłek włożyć to może zauważy, że pranie samo się nie robi.
I to nie jest tak, że łatwo się mówi. My poznaliśmy się na pierwszym roku studiów i już pół roku później mieszkaliśmy razem, czyli było to świeżo po wyprowadzce z domów tak naprawdę. Za niego wszystko robiła mama i sporo starsza siostra, także nie był przyzwyczajony do ciężkich prac domowych :P
Ja też w sumie byłam rozpieszczona, ale chyba bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że jak czegoś nie zrobię ja, to nikt tego nie zrobi. Stwierdziłam jednak, że nie ma opcji żebym mu nadskakiwała i wszystko pod nos podstawiała. Pewnie! Gotowanie dla niego to była super przyjemność, ale stwierdziłam że nie będę mieć zawsze czasu czy tam siły (a i pewnie ochoty) i stanie się, nie radością a smutnym obowiązkiem. Owszem na początku było tak: proszę Cię ugotuj obiad, tu masz listę zakupów, tu przepis. Ale z czasem ani prosić nie musiałam, ani jakiś wskazówek dawać. A jak coś nie wyszło nie wyśmiewałam, nie krzywiłam się zbytnio - wiedziałam, że się starał i następnym razem będzie lepiej ;)
Ponieważ oboje studiujemy i wracamy o różnych porach obiad robi ten, kto jest wcześniej w domu. A druga osoba po prostu zmywa. W weekendy gotujemy razem: a to pizze zrobimy, a to jakieś zapiekanki warzywne, albo jak nam się wyjątkowo nie chce - idziemy gdzieś coś zjeść.
Pranie robimy wspólnie (mamy pralnie raz w tygodniu na 8h, z 2 pralkami) - tzn wspólnie dzielimy ciuchy, ja wstawiam i wyjmuję, a on rozwiesza i składa ;) W sumie ma więcej, no ale już się nie kłóciłam za bardzo :P I chyba on tego prania bardziej pilnuje, bo ja mam więcej ciuchów i będę miała w czym chodzić nawet jak nie zrobię.
Sprzątamy też razem, raz w tygodniu takie generalne porządki.
I wiesz co ostatnio mój luby zauważył? Że jak się wszystko robi razem to nie dość, że może to być fajna zabawa to jeszcze szybko można się ze wszystkim uwinąć i każdy ma czas dla siebie.
P.S. i nie wierzę w niereformowalnych mężczyzn, po prostu część kobiet chyba nie ma cierpliwości. Moja babcia jak widziała jak nieporadnie lepię pierogi jako dziecko zawsze mi zabierała i mówiła: ja to lepiej zrobię, a Ty idź się pobaw. I z dziadkiem robiła tak samo i miała wszystko na głowie: bo ona zrobi lepiej, szybciej. Tak samo zamiast poprosić 2 raz zawsze brała i robiła sama. A przecież jak ktoś nie jest przyzwyczajony, że musi coś zrobić to chyba logiczne, że mu się nie chce, nie?
Cytat
Hooney_M
Cytat
Gskk
Cytat
abotak
No to zazdroszczę, mam inne doświadczenia. oj ojciec jest leniem i typową"głową rodziny" (w jego mniemaniu). Wszystko musi mu być podane a jak zje obiad, to nawet nie wyniesie po sobie talerzyka.
Było kiedyś inaczej, niestety z wiekiem mu się to pogłębia...
Mój facet za to jest jakiś niereformowalny. Mamy podział obowiązków, owszem, ale... Jakoś nie ma do tego głowy. Można rzec - typowy artysta ;) Staram mu się delikatnie mówić, naprowadzać, ale już czasami szlag mnie trafia, jak marudzi, ze nie ma skarpetek a sam prania nie zrobi "bo nie powiedziałaś"... I co z tym zrobić? :)
Nie prać? Jak kilka razy nie będzie miał co na tyłek włożyć to może zauważy, że pranie samo się nie robi.
I to nie jest tak, że łatwo się mówi. My poznaliśmy się na pierwszym roku studiów i już pół roku później mieszkaliśmy razem, czyli było to świeżo po wyprowadzce z domów tak naprawdę. Za niego wszystko robiła mama i sporo starsza siostra, także nie był przyzwyczajony do ciężkich prac domowych :P
Ja też w sumie byłam rozpieszczona, ale chyba bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że jak czegoś nie zrobię ja, to nikt tego nie zrobi. Stwierdziłam jednak, że nie ma opcji żebym mu nadskakiwała i wszystko pod nos podstawiała. Pewnie! Gotowanie dla niego to była super przyjemność, ale stwierdziłam że nie będę mieć zawsze czasu czy tam siły (a i pewnie ochoty) i stanie się, nie radością a smutnym obowiązkiem. Owszem na początku było tak: proszę Cię ugotuj obiad, tu masz listę zakupów, tu przepis. Ale z czasem ani prosić nie musiałam, ani jakiś wskazówek dawać. A jak coś nie wyszło nie wyśmiewałam, nie krzywiłam się zbytnio - wiedziałam, że się starał i następnym razem będzie lepiej ;)
Ponieważ oboje studiujemy i wracamy o różnych porach obiad robi ten, kto jest wcześniej w domu. A druga osoba po prostu zmywa. W weekendy gotujemy razem: a to pizze zrobimy, a to jakieś zapiekanki warzywne, albo jak nam się wyjątkowo nie chce - idziemy gdzieś coś zjeść.
Pranie robimy wspólnie (mamy pralnie raz w tygodniu na 8h, z 2 pralkami) - tzn wspólnie dzielimy ciuchy, ja wstawiam i wyjmuję, a on rozwiesza i składa ;) W sumie ma więcej, no ale już się nie kłóciłam za bardzo :P I chyba on tego prania bardziej pilnuje, bo ja mam więcej ciuchów i będę miała w czym chodzić nawet jak nie zrobię.
Sprzątamy też razem, raz w tygodniu takie generalne porządki.
I wiesz co ostatnio mój luby zauważył? Że jak się wszystko robi razem to nie dość, że może to być fajna zabawa to jeszcze szybko można się ze wszystkim uwinąć i każdy ma czas dla siebie.
P.S. i nie wierzę w niereformowalnych mężczyzn, po prostu część kobiet chyba nie ma cierpliwości. Moja babcia jak widziała jak nieporadnie lepię pierogi jako dziecko zawsze mi zabierała i mówiła: ja to lepiej zrobię, a Ty idź się pobaw. I z dziadkiem robiła tak samo i miała wszystko na głowie: bo ona zrobi lepiej, szybciej. Tak samo zamiast poprosić 2 raz zawsze brała i robiła sama. A przecież jak ktoś nie jest przyzwyczajony, że musi coś zrobić to chyba logiczne, że mu się nie chce, nie?
Właśnie ja mam to o czym piszesz:) Wiem,że mój mógłby zrobić wiele rzeczy,ale ja myślę "Zrobię to szybciej/lepiej" itp :D
A później narzekam,że jestem zmęczona:)
Nie no,mój akurat dużo mi pomaga,ale przeważnie muszę go poprosić,bo sam nie wpadnie na to,że trzeba na przykład pozmywać naczynia czy wynieść śmieci:)
Cytat
Gskk
Cytat
abotak
No to zazdroszczę, mam inne doświadczenia. oj ojciec jest leniem i typową"głową rodziny" (w jego mniemaniu). Wszystko musi mu być podane a jak zje obiad, to nawet nie wyniesie po sobie talerzyka.
Było kiedyś inaczej, niestety z wiekiem mu się to pogłębia...
Mój facet za to jest jakiś niereformowalny. Mamy podział obowiązków, owszem, ale... Jakoś nie ma do tego głowy. Można rzec - typowy artysta ;) Staram mu się delikatnie mówić, naprowadzać, ale już czasami szlag mnie trafia, jak marudzi, ze nie ma skarpetek a sam prania nie zrobi "bo nie powiedziałaś"... I co z tym zrobić? :)
Nie prać? Jak kilka razy nie będzie miał co na tyłek włożyć to może zauważy, że pranie samo się nie robi.
I to nie jest tak, że łatwo się mówi. My poznaliśmy się na pierwszym roku studiów i już pół roku później mieszkaliśmy razem, czyli było to świeżo po wyprowadzce z domów tak naprawdę. Za niego wszystko robiła mama i sporo starsza siostra, także nie był przyzwyczajony do ciężkich prac domowych :P
Ja też w sumie byłam rozpieszczona, ale chyba bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że jak czegoś nie zrobię ja, to nikt tego nie zrobi. Stwierdziłam jednak, że nie ma opcji żebym mu nadskakiwała i wszystko pod nos podstawiała. Pewnie! Gotowanie dla niego to była super przyjemność, ale stwierdziłam że nie będę mieć zawsze czasu czy tam siły (a i pewnie ochoty) i stanie się, nie radością a smutnym obowiązkiem. Owszem na początku było tak: proszę Cię ugotuj obiad, tu masz listę zakupów, tu przepis. Ale z czasem ani prosić nie musiałam, ani jakiś wskazówek dawać. A jak coś nie wyszło nie wyśmiewałam, nie krzywiłam się zbytnio - wiedziałam, że się starał i następnym razem będzie lepiej ;)
Ponieważ oboje studiujemy i wracamy o różnych porach obiad robi ten, kto jest wcześniej w domu. A druga osoba po prostu zmywa. W weekendy gotujemy razem: a to pizze zrobimy, a to jakieś zapiekanki warzywne, albo jak nam się wyjątkowo nie chce - idziemy gdzieś coś zjeść.
Pranie robimy wspólnie (mamy pralnie raz w tygodniu na 8h, z 2 pralkami) - tzn wspólnie dzielimy ciuchy, ja wstawiam i wyjmuję, a on rozwiesza i składa ;) W sumie ma więcej, no ale już się nie kłóciłam za bardzo :P I chyba on tego prania bardziej pilnuje, bo ja mam więcej ciuchów i będę miała w czym chodzić nawet jak nie zrobię.
Sprzątamy też razem, raz w tygodniu takie generalne porządki.
I wiesz co ostatnio mój luby zauważył? Że jak się wszystko robi razem to nie dość, że może to być fajna zabawa to jeszcze szybko można się ze wszystkim uwinąć i każdy ma czas dla siebie.
P.S. i nie wierzę w niereformowalnych mężczyzn, po prostu część kobiet chyba nie ma cierpliwości. Moja babcia jak widziała jak nieporadnie lepię pierogi jako dziecko zawsze mi zabierała i mówiła: ja to lepiej zrobię, a Ty idź się pobaw. I z dziadkiem robiła tak samo i miała wszystko na głowie: bo ona zrobi lepiej, szybciej. Tak samo zamiast poprosić 2 raz zawsze brała i robiła sama. A przecież jak ktoś nie jest przyzwyczajony, że musi coś zrobić to chyba logiczne, że mu się nie chce, nie?
następna dyskusja:
