2 lata temu zmarł chlopak któego bardzo kochalam,.bylismy 2 lata ze soba,to takie male wprowadzenie do wątku który mnie meczy.Po smierci bardzo czesto mi sie snil,ale po pogrzebie wszystko ustalo,ja zaczelam ukladac sobie zycie na nowo i po roku staralam sie juz nie myslec o tym w miare mozliwosci.Zginal w wypadku samochodowym ze swojej winy.Zdaza sie ze nawiedza mnie w nocy we snie ale żadko,tej nocy znowu mialam ten przerazajacy sen (ciagle sni mi sie to samo ) plakal i mowi ,ze nie moze sobie wybaczyc tego co zrobil,ze chcialby jeszcze zyc i byc ze mna,ja mowie mu zawsze zeby poczekal na mnie,bo kiedys i ja do niego dolacze ale póki co nie ciagla mnie tam ze soba bo moje zycie jeszcze sie nie skonczylo,zawsze sie calujemy i przytulamy i czuje sie tak jakby to dzialo sie naprawde,nikt inny nie widzi go oprócz mnie,to sa bardzo emocjonalne sny ,bardzo cierpimy w nich oboje.Pisze to bo slyszalam ze sen jest jedyna droga porozumienia zmarlego z osoba zywa,co o tym sadzicie,czy to moze byc prawda czy poprostu to wytwór mojej glowy kiedy spie.Dodam ze nie mysle o nim calymi dniami bo to by mnie zabilo a sni mi sie wlasnie wtedy kiedy zdaza mi sie wpasc w wir pracy szkoly itd i nie pamietam o nim.