Przepraszam, że tu piszę, ale nie wiem, co mam już z tym wszystkim zrobić. Matka mojego dziecka jest jedną z Was. Nie poznaję mojej połowicy, od kiedy natrafiła na ten portal. Ja tyram jak dziki osioł wychodzę rano, wracam prawie w nocy (dorabiam po godzinach bo mamy kredyt), bo niby miała zajmować się naszą pociechą i domem-sama tak wybrała. I tu zaczyna się problem-ja wychodzę, ona za komputer i siedzi od świtu do nocy. Nie mogę liczyć na kanapkę do pracy bo odsypia siedzenie przed
komputerem do bóg wie której. Nie ukrywam, że widzę, że straciła kontakt z dzieckiem, ze mną, ze wszystkimi, których znamy. Maluch niby z matką, ale ciągle sam-matka jest tylko ciałem, boję się bo zamyka się w sobie a jak ja jestem to nie odchodzi ode mnie na krok. Zaczęło jej przeszkadzać wykonywanie prac domowych-już nie mówię o tym, że ma mi gotować, bo nie; ale kupuje gotowe dania żeby tracić jak najmniej czasu na kuchnię, bo musi zobaczyć co na forum słychać. Nie mam już siły.
Wiem, że jest uzależniona, a ja nie wiem, co mam z tym zrobić. Mówiłem o terapii, psychiatrze, ale ona na mnie wrzeszczy i mówi, że sam mam się leczyć; w domu jest chlew, bo inaczej tego nazwać nie można. Ja sprzątam w niedzielę jak mam wolne, w tygodniu nic. Nie ma koleżanek, bo mówi że jej nie potrzebne bo ma koleżanki z internetu. Boję się, że zamieniła realny swiat na Internet. Dziecko nie wie co to sanki, co to spacer; bo siedzą tylko w domu, czasem moja mam go weźmie na
spacer bo widzi co się dzieje. Zresztą moi rodzice mówią, że to pasożyt, nierób. Nie powiem jej tego, ale chyba mają rację. Ja pomagam jej jak mogę, jak jestem to wychodzę z dzieckiem, zawsze gdzieś z nim polecę, no i nawet na zakupy nie wyjdzie z dzieckiem, bo w niedzielę jak pojadę to robię takie większe żeby w razie czego nie dźwigała. Patrzę wczoraj a ona nawet chleb pomroziła. Rozmawiałem z tesciową, ale ona mówi, że ona zawsze tak sobie siedziała, no ale ja tego nie wytrzymam. Nie da się
tak żyć. Siedzi ciągle w tym komputerze, może to będzie nieładne, że o tym powiem ale zapuściła się jak nie wiem co. Nie myje się, włosy ma takie, że aż wstyd, zapach w domu też nie najładniejszy. Nie ujmując puszystym, ale teraz wygląda jak wieloryb. W sumie jaka ma być jak siedzi, nie rusza się, ciągle coś przeżuwa. Ptasie mleczko na raz wciąga, mnie chyba by spawiowało a ta siedzi i wciąga. Zauważyłem też, że jak siedzimy razem to prawie nic nie mówi do mnie, tylko się śmieje do kompa, albo bluzga coś pod nosem. Chyba coś jest nie tak no nie? Czytałem o chorobach psychicznych, o depresji pasuje bardzo ale przecież jej nie zaciągnę na siłę albo nie zamknę w psychiatry ku, no nie? Nawet jej ojciec jej powiedział, że zapuściła się i że zachowuje się jak dzikus, bo nigdzie nie chodzimy, nikt do as nie przychodzi bo przeciez ona nie może stracić nic z oka. Proponowałem żeby wróciła do pracy, ale ona woli siedzieć w chałupie i jeszcze zgarnąłem OPR że naganiam ją do pracy a ona tak ciężko charuje bo dziecko wychowuje. Zrobiłem jej niespodziankę i zorganizowałem wyjazd na 4 dni do Kazimierza, była tak zła, ale pojechała, no ale co robiła? W telefonie z netem cały czas latała. Boję się o nią i o nas wogóle, co ja mam zrobić? Czy to jest chore, czy ja wyolbrzymiam? Nie mam już siły tyrać i wracać do domu gdzie nie ma nawet nic ugotowanego. Co ja mam zrobić? Pomocy
Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-01-28 18:59 przez zalamanyon.